Co by było, gdyby planety Układu Słonecznego okrążały dwie gwiazdy? Na sam początek nasze Słońce z czerwonym karłem o masie 0,3MS. Po długiej symulacji orbity planet nieco się zwężyły, co widać szczególnie po orbitach planet wewnętrznych. Mimo to układ dalej pozostaje całkiem stabilny. Widać też zmianę temperatury Ziemi.
Liczba wyświetleń: 770„Kosmiczne ujawnienie” („Cosmic Disclosure”) to seria wywiadów Davida Wilcocka z informatorem Corey Goode (na ilustracji). Nie wiemy, czy przedstawione informacje są prawdziwe, gdyż nie sposób ich zweryfikować, dlatego przedstawiamy je w celach poglądowych, aby każdy czytelnik „Wolnych Mediów” mógł wyrobić sobie własną opinię. – Witam w programie “Kosmiczne Ujawnienie”. Jestem prowadzącym, nazywam się David Wilcock i goszczę tutaj Corey Goode informatora, który ujawnił się twierdząc, że pochodzi z TPK i posiada dostęp do super tajnych informacji, z których większość jest całkowicie nowa nawet dla najbardziej zaprawionych weteranów badających UFO. W tym odcinku przebadamy temat, o którym z uporem wypowiadaliście się w swoich komentarzach, że jest to najbardziej fascynujące dla was zagadnienie. Mówię tutaj o Trzecim Oku. Witaj ponownie w programie Corey.– Dziękuję, witam.– Czy mógłbyś swoimi własnymi słowami wyjaśnić naszej audiencji, co słyszałeś na temat szyszynki? Co to jest? Czy spełnia ona jakąś funkcję? I czym ona w ogóle jest?– Kiedy byłem w MILAB i zidentyfikowano mnie jako intuicyjnego empatę podawano nam zastrzyki oraz poddawano nas terapii dźwiękowej tutaj (Corey wskazuje palcem w czoło).– A zastrzyki gdzie?– W ramię.– Dobrze.– I w biodra. Kiedy byliśmy młodsi to dawali nam zastrzyki w biodra, a kiedy byliśmy starsi podawali nam zastrzyki w ramię.– Brzmi to dość boleśnie.– Można się przyzwyczaić. Używali także metalowego instrumentu, który skierowany tutaj (Corey pokazuje miejsce na czole) wysyłał fale dźwiękowe do szyszynki. Powiedzieli, że było to robione po to, aby spotęgować – nie empatię, ale intuicyjną część twoich zdolności.– Kiedy to robili czy odczuwałeś wtedy wibracje dźwiękowe w czaszce?– Tak. Odczuwałeś wtedy fale dźwiękowe biegnące dobre 15 cm w głąb głowy.– Łał!– Tak. Było to oczywiste, że stymulacja szyszynki była dla nich bardzo ważna. – W rozprawie naukowej, którą przedstawiłem w mojej pierwszej książce “Source Field”, jest cały rozdział poświęcony szyszynce. Wiemy, że znajduje się w geometrycznym środku naszego mózgu. Wiemy, że jest ona wielkości groszku. Przepływa przez nią największa ilość krwi ze wszystkich organów zaraz po nerkach. Jednak główny nurt naukowy mówi: “Och, tak naprawdę nie wiemy jaką pełni ona funkcję”. W szyszynce znajdują się komórki, które tak naprawdę są mniej więcej takie same jak te w siatkówce oka.– Pręciki i czopki?– Nazywają się pinealocyty ale są to te same komórki. Połączone są również z korą wzrokową naszego mózgu takimi samymi połączeniami nerwowymi co nasze oczy. Starożytne tradycje dosłownie nazywają to trzecim okiem. W moich filmach – pojawi się to w nadchodzących odcinkach “Wisdom Teachings” – pokazane są szyszki i tego typu ikonografia pojawiająca się w różnych religiach świata. Jak myślisz, czy zachodzi coś wewnątrz szyszynki i te malutkie pręciki i czopki coś odbierają? – Powiedzieli, że te zabiegi pomagają stymulować “drugi wzrok” oraz umiejętności intuicyjne, a także oznajmili, że wiedzą o starożytnych odłamach cywilizacji, które przechwyciły tych, którzy mają bardzo duże szyszynki.– Och, naprawdę?– Raz powiedzieli nam, że wszyscy kiedyś posiadaliśmy znacznie większe szyszynki niż te, które obecnie mamy. Starali się za pomocą tych zabiegów stymulować ich wzrost oraz zwiększyć ich aktywność.– Jest to bardzo ciekawe gdyż informator Jacob powiedział mi, że Drako usiłowali zaprojektować nowoczesnego człowieka w taki sposób, aby wcale nie posiadał szyszynki. Wpadli w szał, ponieważ pozytywne grupy pozaziemskie przybyły i wszystko przywróciły. Czy kiedykolwiek słyszałeś o czymś takim?– Mhm, tak.– Dobrze.– Tak naprawdę to słyszałem, że było to częścią wielkiego eksperymentu pochodzącego z tych 22 różnych doświadczeń genetycznych przeprowadzanych przez te 40 różnych grup. Eksperyment ten nie był tylko natury genetycznej, ale także duchowej, a oni starali się ulepszyć nas pod względem duchowym. Szyszynka, a także nasze ciała astralne były manipulowane tak, aby pomóc nam stać się bardziej duchowymi i rozwiniętymi istotami w tej materii. Oczywiście teraz są oni w konflikcie z grupą Sojuszu Drako.– To wskazywałoby na fakt, że Super Federacja nie jest całkiem negatywna, oraz że …– Tak. Jak już wcześniej wspomniałem to zależy od punktu widzenia. Posiadają oni swoje własne agendy i powody, dla których manipulują nas w sposób, w jaki to robią.– Wielu informatorów sugerowało, że na starożytnych obrazach lub na ilustracjach Buddyjskich sportretowana aura wygląda bardziej na koronę, co wskazywałoby, że szyszynka jest bardziej aktywna i jest to pewnego rodzaju zjawisko świetlne. Czy kiedykolwiek coś takiego widziałeś?– Kiedy mówiłem o naszych ciałach astralnych to ćwiczenia, które kazano nam wykonywać miały za zadanie nie tylko aktywować nasze trzecie oko, ale również powiększyć nasze ciało astralne do rozmiarów, które nam narzucano. Siedzieliśmy w pomieszczeniu, a nasze ciała astralne powiększały się wychodząc poza jego ściany.– Łał!– Ewidentnie istnieje bezpośrednie połączenie pomiędzy szyszynką, a rozwinięciem i ekspansją ciała astralnego.– Zaraz wrócimy do tych ćwiczeń, ale najpierw chcę poruszyć kolejny interesujący temat. Przynajmniej czterech różnych informatorów powiedziało mi, że gdyby nasze szyszynki zostały aktywowane tylko w niewielkie części – nie mówiąc już o całkowitym ich uruchomieniu – to moglibyśmy dosłownie latać w kosmosie. Czy myślisz, że są to pewnego rodzaju gwiezdne wrota, coś jak przenośny, biologiczny portal wbudowany w nasze fizyczne ciała – jak urządzenie, do którego jeszcze nie mamy dostępu?– Tak. Wiele istot używa szyszynek oraz swoich ciał astralnych, aby projektować swoją świadomość oraz samych siebie do innych fizycznych lokalizacji, by później poprzez to połączenie wysłać te informacje z powrotem do swoich fizycznych ciał, a następnie zmienić wibracje ciała tak, aby dostosowało swoje wibracje do wibracji danej lokalizacji, w których się znajdują. Wtedy ich ciało teleportuje się do tego miejsca, łącząc się ze swoją świadomością. Niektórzy ludzie nazywają to podróżami astralnymi lub projekcją umysłu – jest wiele różnych terminologii określających to, co robią te bardziej zaawansowane istoty.– Pytam z ciekawości. Czy myślisz, – to są moje spekulacje – że aureola jest tak naprawdę wejściem do tunelu czasoprzestrzennego, do którego wciąga cię jej grawitacja, kiedy twoja szyszynka jest otwarta? Możesz wlecieć do tej aureoli i przez nią podróżować?– Uważam, że te malunki aureoli i aury, które przedstawiono wokół niektórych ludzi świadczą o tym, że ci ludzie naprawdę wysoko rozwinęli swoje ciało świetliste i szyszynkę oraz bardzo rozwinęli się intuicyjnie i duchowo – i w ten sposób przedstawiono ich w sztuce. Ludzie, którzy rozwinęli swoje ciała świetliste posiadają jasnowidzenie i są też w stanie zobaczyć ciała świetliste innych osób.– W Tybecie ludzie używają długich, cienkich i ostrych patyczków, które wbijają w czoło, raniąc tym lekko szyszynkę. Podobno tworzy to pewien dostęp. Czy myślisz, że oni (w MILAB) robią coś podobnego tylko bardziej technologicznego jak z tym urządzeniem dźwiękowym, którym cię potraktowali?– Szukają sposobu na stymulację szyszynki.– Co czułeś podczas tego zabiegu? Jakie to było doświadczenie?– Doświadczałeś wyjścia z ciała.– Naprawdę?– Tak. Czujesz jak twoje ciało świetliste się rozrasta. Czujesz, że rozrastasz się w każdym kierunku poza swoje fizyczne ciało. Czasami czujesz jakbyś został wytrącony ze swojego ciała.– Łał.– Ale w tym samym czasie, odczuwasz co się dzieje w twoim ciele i te wibracje dźwiękowe wewnątrz mózgu z tyłu czaszki.– Nagrałem odcinek “Wisdom Teachings” z Dr. Michaelem Persingerem, który posiada coś, co nazywa “Chełmem Boga”. Używa tych bardzo potężnych magnetycznych pistoletów za pomocą których może on dokonywać triangulacji i celować w pewne obszaru mózgu. Może on spowodować ekstremalny atak paniki i strachu. Może sprawić, że zaczniesz się pocić. Może cię pobudzić seksualnie. No i są pewne miejsca w mózgu, w które jeśli tę wiązkę wyceluje to ludzie doświadczą boskiego objawienia. Sceptycy uwielbiają przytaczać przykład Persinegera mówiąc, że jest to dowód na to, że wyższa rzeczywistość nie istnieje i że wszystkie te wizjonerskie objawienia są po prostu wytworem umysłu. Dla mnie jednak to, co Persinger robi z tym “Chełmem Boga” brzmi podobnie do tego, co ty opisujesz odnośnie tych fal dźwiękowych.– Brzmi to podobnie. Czasami też używano na nas fal elektromagnetycznych.– Czy myślisz, że każdy kto przeszedłby przez tego typu zabiegi będzie miał takie doświadczenie jak ty? Czy może spowodowane to było faktem, że byłeś do tego przygotowany przez swój intuicyjny trening?– Uważam, że każdy by czegoś doświadczył. Kiedy byłem bardzo mały już wtedy doświadczałem wyjścia z ciała oraz miałem inne dziwne doświadczenia. Chodzi mi o to, że gdy odbywaliśmy długie podróże samochodem, a mnie się nudziło to dokonywałem projekcji astralnej z samochodu. Unosiłem się ponad znakami drogowymi oraz ponad wzgórzami i lecąc patrzyłem na samochód – miałem doświadczenie podróży astralnej podczas tych długich wycieczek. Wszystko to już robiłem w bardzo młodym wieku.– Mój informator Daniel przeszedł przez trening intuicyjny, który nazywał Korpusem Metapsychicznym (Psy Corps).– Zgadza się.– Podobno wywodzi się to z CIA, a przynajmniej tak mu powiedziano. Chciałbym teraz omówić pewne rzeczy, o których powiedział, że go nauczyli i porównamy to z twoim treningiem. Najpierw były ćwiczenia odwrotne (inverse calisthenics). Powieszono go góry nogami za kolana lub za kostki i kazano mu robić przysiady. Powiedziano mu, że wtedy więcej tlenu było w jego krwi i więcej krwi przepływało przez szyszynkę i że jeśli mogą wzmocnić krążenie do szyszynki w całym ciele to wzmocniłoby to jego umiejętności. Czy również robiłeś podobne ćwiczenia?– Najbliższym do tego ćwiczeniem było zamykanie nas w pomieszczeniach wysokociśnieniowych o bardzo dużym stężeniu tlenu. Kazali nam tam medytować z przymocowanymi do głowy elektrodami EEG. Szkolili nas, abyśmy wchodzili w różne stany umysłu również w stan theta (fale mózgu o częstotliwości od 4 – 8 Hz, stan w którym mózg znajduje się podczas głębokiej relaksacji, medytacji oraz tworzenia obrazów umysłowych, przyp. tłum.). Będąc w tej komorze ciśnieniowej musiałeś na ich polecenie przechodzić z jednego stanu umysłu w inny, a oni mierzyli jak szybko potrafiłeś to osiągnąć w środowisku o różnym ciśnieniu atmosferycznym i tlenu.– Czy uważasz, że po części intencją tego było, aby pomóc ci funkcjonować w różnych pozaziemskich środowiskach?– To wszystko miało miejsce w tym samym czasie, – to wszystko było częścią wzmacniania naszych umiejętności intuicyjnej empatii.– W telewizji internetowej mamy dużo filmów z Jogą oraz Tai Chi. Ludzie mogą zgłębić ten temat jeśli posiadają subskrypcję. Wszystko to jest za darmo i jest zawarte w standardowym członkostwie. Zawsze myślałem, że te odwrotne ćwiczenia, te przysiady do góry nogami i wzmocnienie ogólnej cyrkulacji krwi – jeśli spojrzysz na starożytnych to twierdzą oni, że joga i Tai Chi mają za zadanie budowanie prawidłowej cyrkulacji. Wszystko to ma związek z elastycznością i tego typu rzeczami. Czy myślisz, że tego typu ćwiczenia będą korzystnie wpływały na ludzi, którzy chcą rozwijać swoją intuicję?– Tak. Uczyli nas także pewnego rodzaju Tai Chi.– Naprawdę?– Szło to w parze z wizualizacją, wizualizowaliśmy kule energii i sprawialiśmy, że przemieszczały się po rożnych częściach naszego ciała, a także przez nie przechodziły, co mogliśmy odczuć.– Łał!– Tak, tlen i cyrkulacja pomaga, ale uczono nas też przemieszczania energii przez nasze ciało.– Czy mógłbyś nam wytłumaczyć, co dokładnie mieliście doświadczyć? Jakiego koloru były te kule? Jakiego były rozmiaru? Ile ich było naraz? Czy była to tylko jedna?– Tylko jedna.– Czy przekazali ci jakieś szczegóły odnośnie tego jak miała wyglądać?– To był nasz wybór. Powiedzieli tylko: wizualizujcie kulę energii i weźcie ją do ręki, a następnie wizualizujcie ją przemieszczającą się w górę i w dół ręki, a następnie wędrującą przez ramię do drugiej ręki. Robiłeś tak na początku, a potem przemieszczałeś ją w dół kręgosłupa i w górę, aż do czaszki. Potem wizualizowałeś, że powraca do twojego splotu słonecznego i z niego wychodzi, a ty ją chwytasz w ręce i ponownie ją cyrkulujesz. Było to ćwiczenie wizualizacyjne i mentalne polegające na przemieszczaniu kuli energii przez całe ciało z równoczesnym odczuwaniem tego procesu.– Czy mogłeś to robić w pozycji stojącej, czy były to ruchy typowe dla Tai Chi kojarzone z przemieszczaniem kuli?– Poruszałeś ręce i ciało oraz wizualizowałeś to wszystko w miarę jak to robiłeś. Nie siedziałeś w pozycji statycznej jak podczas medytacji.– Na pewno wydają się to być ruchy Tai Chi, które kojarzone są z kulami energii. Czy te kule były w niektórych przypadkach duże czy mniejsze?– Wyobrażaliśmy sobie małe kule.– Ale nie były koloru niebieskiego lub białego ani żadnego innego?– Zazwyczaj były koloru żarówki, po prostu białe światło.– Białe światło?– Tak.– Jak bardzo jest to podobne do obecnego Tai Chi? Wielu ludzi wykonuje te same sekwencje ruchów. Czy powiedziałbyś, że wykonywałeś takie same ruchy, czy czymś się różniły?– Bardzo wiele z nich jest takich samych.– Och.– Tak. Większość ludzi, którzy praktykują Tai Chi wie, że równocześnie pracują z energiami. Ci którzy robią to wystarczająco długo po prostu o tym wiedzą.– Nigdy nie udało mi się znaleźć tego online, ale wiem, że jest wideo na PBS z Billem Moyersem, który zrobił dokument o mistrzu Tai Chi. (Mistrz Tai Chi) stoi, a ludzie biegnący w jego kierunku dosłownie fruwają w powietrzu wrzeszcząc i krzycząc. Co tam się dzieje? Chodzi mi o to, że ludzie ci wydają się być uderzeni czymś w postaci energii.– Tak. Niektóre z tych osób demonstrowały jak potrafią miotać tymi kulami energii, aż robili wgniecenia w metalu.– Naprawdę?– To byli bardzo rozwinięci ludzie.– Kiedy mówisz “ci ludzie” to…– Ludzie, którzy nas uczyli byli bardzo zaawansowani.– Czy są to ludzie z TPK? Czy może byli to ludzie pochodzenia pozaziemskiego?– Nie. To było jeszcze w programie MILAB, byli to ludzie z Czarnych Operacji, którzy uczyli młodszych.– Potrafili zrobić wgniecenie w metalu kulami, które wykreowali?– Tak, za pomocą energii. Te kule same nie wystrzeliwały, oni te kule najpierw wizualizowali, a później nimi rzucali. To byli ludzie, którzy bardzo wierzyli w moc Jedi z „Gwiezdnych Wojen”. Napisałeś książkę “The Source Field Investigation”, wydaje mi się, że czerpali z tego, co ty nazywasz ciemną stroną pola energii źródłowej lub ciemną stroną mocy. Byli dosłownie oddani rzeczom pochodzącym z „Gwiezdnych Wojen”, jak Czarny Lord Sith, pobierali pewnego rodzaju magiczną energię z eteru lub Wszechświata.– To zahacza o inną rzecz, o której mówił mi Danny. Naprawdę ciekawi mnie, co na to powiesz – eksplozyjne ruchy mięśni, sztuki walki i tego typu rzeczy. Jest pewien facet trenujący Tai Chi, którego Pete Peterson zna i który naprawdę jest oddany bardzo intensywnym ćwiczeniom naprężającym ręce i palce. Podczas treningu powiedziano Dannemu, że te intensywne, gwałtowne ruchy mięśni – ma to jakiś związek z adrenaliną – że adrenalina jest jak magiczny przewód energetyczny i nie możesz rozwinąć tych umiejętności przez wykonywanie tylko płynnych i spokojnych ćwiczeń. Pompki, podnoszenie ciężarów, sztuki walki – tego typu ćwiczenia są istotne. Czy słyszałeś coś na ten temat?– Nie widziałem żadnych oznak adrenaliny u tych facetów. Wydawali się być całkowicie spokojni, odprężeni i łagodni. Wydawało się, że przychodziło im to bez żadnego wysiłku, nie było tam żadnych okrzyków wojennych ani nic z tych rzeczy. Wykonywali naprawdę płynne ruchy. Oczywiście zachowywali się jakby byli antenami ciągnącymi energię z pola energii źródłowej – chyba można to tak nazwać.– Niewiele wiem na temat Tai Chi, a przez ciebie mam ochotę zacząć oglądać te wszystkie filmy, ponieważ w końcu praktykowanie tego ma dla mnie sens. Trenowałem trochę sztuki walki – zwracają tam zawsze uwagę na zginanie kolan i obniżenie środka ciężkości oraz mówią na temat „hara” lub „tan tien” znajdujących się w okolicy podbrzusza i powinieneś odczuć jakby z ziemi wychodziła energetyczna struna czy sznur. Tak jakbyś ciągnął energię z Ziemi. Czy było to częścią treningu, uziemianie się przy pomocy zgiętych kolan?– Była część poświęcona wizualizacji siebie połączonego ze środkiem Ziemi, a także wizualizowanie siebie jako anteny, która może ciągnąć do siebie energię i przekazywać ją dalej – tę energię z kosmosu.– Na jednym z treningów Daniela nauczono go, że to Ziemia upoważnia magiczne działania i to Ziemia musi cię dopuścić abyś mógł robić te rzeczy. Kiedy zaczniesz rozwijać te osiągnięcia to musisz pracować z Ziemią, a twoje działania zostaną przez nią autoryzowane. Czy spotkałeś się z czymś podobnym?– Powiedziano nam nawet więcej. To wszystko jest powiązane z kosmiczną siecią. Ziemia była powiązana ze Słońcem. Słońce było powiązane z lokalną gromadą gwiazd. Lokalna gromada gwiazd była powiązana z centrum galaktyki. Galaktyka była powiązana z miejscową gromadą galaktyk itd.– Jakich jeszcze innych rzeczy uczono cię podczas intuicyjnego treningu?– Stawiano nas przed różnymi scenariuszami włączając w to wirtualną rzeczywistość, która często była zatrważająca. Stawiają cię tam samego lub z twoim zespołem w jakimś wirtualnym scenariuszu, a była to tak głęboko rozbudowana wirtualna rzeczywistość, że mogłeś czuć zapachy, smaki oraz inne odczucia. Mogłeś poczuć wiatr.– Jak już tam byłeś to czy wiedziałeś, że znajdujesz się w wirtualnej rzeczywistości?– To było częścią tego testu. Wprowadzano cię w jakąś bardzo przerażającą sytuację albo mówiono ci, abyś zrobił jakieś straszliwe rzeczy jak walka z bardzo nieprzyjemnymi istotami. Aby wygrać musiałeś coraz bardziej polegać na swojej intuicji. Jeśli polegałeś tylko na swoich umiejętnościach sztuk walki lub treningu taktycznym to nigdy nie wygrywałeś. Kiedy jednak opierałeś się na swoich zdolnościach intuicyjnych to byłeś w stanie odnieść zwycięstwo i wtedy stawało się to snem na jawie. Uzmysławiałeś sobie, że znajdujesz się w wirtualnym świecie i wyciągałeś się stamtąd.– Dokładnie jak w filmie “Niezgodna” (Divergent), gdzie wrzucono dziewczynę do wirtualnej rzeczywistości, a ona jest tą niezgodną i uczy się jak pokonać każdą wirtualną rzeczywistość i wydostaje się z niej.– Zgadza się. Słyszałem to wiele razy odkąd pojawiły się moje dwa pierwsze wywiady w Internecie.– Również w filmie “Gra Endera”, w którym chłopiec jest w programie kosmicznym gdzie uczą dzieci walczyć z istotami pozaziemskimi oraz pilotowania statków kosmicznych. Szybko sobie uzmysławia, że jest wrzucany do symulacji świata wirtualnego i że chcą, aby stał się socjopatyczny jak to tylko możliwe. I zamiast współpracować z istotami, które go testują wypruwa jej oko czy coś takiego. Czy w jakiś sposób te filmy odnoszą się do tego co doświadczyłeś?– Tak. Oni nie tylko nas trenowali, ale również tworzyli nasz profil psychologiczny. Chcieli wiedzieć jakiego typu rozkazy będziemy w stanie wykonać, jak daleko się posuniemy. Chcieli wiedzieć kto był socjopatą i kto wykonałby pewne rozkazy. Były tam rozkazy (wzdycha) – tak.– Naprawdę straszne rzeczy.– Naprawdę straszne rzeczy, o których nie chcę rozmawiać przed kamerą. Widziałeś swoich poniekąd przyjaciół, a także członków zespołu będących częścią pewnego zadania i tobie też wydano rozkaz, abyś brał w nim udział no i wtedy musiałeś dokonać moralnego wyboru związanego z dylematem czy ulec presji większości i robić to co oni, czy nie.– Jakie były niektóre z tych potworności, z którymi kazali ci walczyć jeśli możesz nam powiedzieć coś na ten temat? Nie chcę, abyś zagłębiał się w cały ten gąszcz okropnych wspomnień lecz…– Mają doskonały wgląd w to czego nie lubisz.– Aha. Czyli rozmyślnie celują w te rzeczy, których najbardziej się obawiasz?– Celują w twoje lęki. Ja oczywiście nie lubiłem pająków, więc stoczyłem walkę z bardzo dużymi pająkami. Walczyłem także z istotami reptyliańskimi.– I nie było sposobu, aby rozpoznać, że nie jest to rzeczywiste?– Zgadza się. Dochodzisz do punktu, w którym bardzo ciężko jest rozpoznać, co jest prawdziwe, a co nie. W treningu na intuicyjnego empatię, kiedy już w końcu dojdziesz do tego etapu, w którym stale rozpoznajesz, że znajdujesz się w wirtualnej rzeczywistości przechodzisz wtedy na kolejny poziom.– Kiedyś wspomniałeś mi, że musiałeś walczyć z profesjonalnym zapaśnikiem – z ogromnym facetem.– Mhm. A ja byłem dzieckiem.– Jest to jak zły sen, prawda? Nie pamiętasz jak się tam znalazłeś, ale kiedy już tam jesteś to wszystko wydaje się być rzeczywiste.– Na początku wszystko wydawało się być logiczne, a później znajdujesz się w sytuacji, z której musisz wywalczyć sobie drogę wyjścia z tego scenariusza lub ją jakoś wykombinować. Jedynym sposobem na znalezienie wyjścia jest za pomocą intuicji.– Czy mógłbyś uściślić w jaki sposób to się odgrywało? W przeciwnym przypadku sami będziemy musieli się domyśleć, a może to nie być to, co miałeś na myśli.– Cóż, gdy walczysz z inną osobą to zamiast polegać na sztukach walki lub na treningu taktycznym to patrzysz jej w oczy i nawiązujesz z nią połączenie, a wtedy intuicyjnie rozpoznajesz, co ona chce zrobić, zanim to zrobi. To był pierwszy krok. Gdy byłeś w stanie tego dokonać, wtedy następowały sytuacje, o których już intuicyjnie wiedziałeś. Kiedy miałeś „wyczyścić” budynek to intuicyjnie wiedziałeś, że jest tam dwanaście pomieszczeń do „wyczyszczenia” i zaczynasz intuicyjnie odczuwać, że pięć pierwszych jest już „czystych” i masz zacząć od szóstego. Gdy dochodziłeś do tego momentu łatwiej ci było już wyczuć, że znajdujesz się w wirtualnej rzeczywistości. Wtedy już od samego początku, kiedy dostarczono cię do strefy zrzutu lub postawiono cię w jakiejś sytuacji to natychmiast wiedziałeś, że jest to wirtualna rzeczywistość i wyciągałeś się stamtąd.– Jest to ciekawe, ale kto prowadzi te walki w wirtualnej rzeczywistości? Innymi słowy, kim jest ten ktoś z kim walczysz? Czy jest osoba, która kontroluje to z kim walczysz? Czy jest to program komputerowy? W jaki sposób to działa?– Pobierają informacje z naszych mózgów, a następnie je kontrolują. Mają również możliwość umieszczenia w tym samym wirtualnym środowisku kilka osób naraz, gdzie ci ludzie naprawdę są tam ze sobą. Gdy sprzęgałeś się z ich umysłem, sprzęgałeś się też z ich technologicznym krzesłem.– Kiedy toczysz bitwę z tarantulą to czy stoi za tym jakiś ludzki operator kontrolujący jej działania, czy jest to tylko program komputerowy podobny do Sztucznej Inteligencji?– Ta sytuacja odgrywała się tylko w wirtualnej rzeczywistości. Nie wiem czy była to sztuczna inteligencja. To wszystko było bardzo zaawansowaną technologią i wiem, że wiele z tych informacji było odzwierciedlanych z twojej psychiki do w wirtualnej rzeczywistości.– Jeśli można stworzyć tego typu technologię to bez wątpienia niektórym ludziom zacznie przychodzić na myśl film “Matrix” i będą się zastanawiać jak wiele z naszej rzeczywistości jest symulacją lub czy jest to w pewnym sensie wirtualna…– “Życie jest niczym sen”. (Corey cytuje słowa z piosenki.)– Czy myślisz, że biorąc pod uwagę fakt, że pamiętamy tylko jedno życie i pewnie następnie przechodzimy do życia po życiu i do następnej reinkarnacji, to czy nasze życie tutaj jest taką jakby symulacją, że za każdym razem gdy się budzimy to wskakujemy do tej holograficznej rzeczywistości?– Można by tak powiedzieć. Z tego, co powiedzieli mi Niebiescy Awianie to, gdy umieramy jesteśmy jeszcze duchowymi dziećmi, nie żyjemy wystarczająco długo, aby rozwinąć się duchowo. Zajmuje nam wiele wcieleń, aby się tego nauczyć i rozwinąć się duchowo do momentu, kiedy możemy zakończyć naszą edukację i stać się istotami wyższej gęstości.– No cóż, usłyszeliście to. To jest program “Kosmiczne Ujawnienie”, a to są wprost niesamowite informacje i będzie ich znacznie więcej. Mamy już 52 odcinki i możemy nakręcić jeszcze więcej. Co tydzień będziecie mogli usłyszeć te fascynujące historie. Ja jestem prowadzącym i nazywam się David Wilcock i dziękujemy wam za Coreyem Goodem rozmawiał David Wilcock Tłumaczenie: Sławomir Lernaciński Źródło oryginalne: Źródło polskie:
Pytania kontrolne. Prosze żabyście pisali pytanie i odpowiedz. Te wygrubione to znaczy, że szerzej odpowiedźcie. 1. Co to jest objawienie naturalne (kosmiczne) ? 2. Co to jest objawienie nadprzyrodzone (historyczne) ? 3. Co to jest monoteizm ? 4. Co to jest natchnienie ? 5. Jakie były etapy powstawania ksiąg biblijnych ? 6. Wymień

Czyli o ostatniej księdze Biblii na tle innych pism apokaliptycznych w Piśmie Św. Na Górze Oliwnej, w miejscu wniebowstąpienia Jezusa Ks. Zbigniew Wielgosz /GN Apokalipsa św. Jana jest listem pasterza, który kieruje Kościołem. Porusza bowiem sprawy, które dotykają chrześcijan i są niezwykle ważne dla różnych wspólnot wierzących w Jezusa Chrystusa w ówczesnym świecie, czyli pod koniec I w. po Chrystusie. Nie są to jednak sprawy z odległej przeszłości. Występują one zawsze w ciągu długiej historii Kościoła i niepokoją także współczesnych chrześcijan. Domagają się rozwiązania. Dlatego propozycje, które daje autor Apokalipsy św. Jana, są aktualne również dzisiaj. Ale Księga Objawienia św. Jana jest także księgą prorocką. Odsłania sens historii i czasów współczesnych. Ukazuje uwikłania i absurdy, w jakie zaplątani są ludzie, którzy często z tego właśnie powodu nie dostrzegają znaczenia tego, co się obecnie dzieje. Autor głosi nadzieję, że wszystko zostanie pozytywnie rozwiązane. Jego objawienie staje się podporą dla ludzi, którym niełatwo zachować wierność, gdyż muszą toczyć ostre i wielorakie walki ze złem. Zaskakująca jest wreszcie forma literacka, poprzez którą autor przekazuje aktualne i niosące nadzieję pouczenia. W wielu wypadkach zaskakuje ona czytelnika, gdyż jest obca kulturze Zachodu. Może nawet szokować. Mamy bowiem w tym wypadku do czynienia z tradycją apokaliptyczną. Nie zrozumiemy zaś jej bez głębszego spojrzenia na literaturę Izraela, zwłaszcza na żydowską literaturę apokaliptyczną, oraz na okoliczności, w jakich ona powstawała. Czy w Starym Testamencie są księgi apokaliptyczne? Apokalipsy mają wiele wspólnego z literaturą prorocką. Bardzo często ich autor, na podobieństwo proroków Starego Testamentu, otrzymał misję od Boga. Różnią się jednak od dzieł prorockich. Prorok otrzymywał orędzie, które był zobowiązany przekazać ludziom. „Oto kładę moje słowa w twoje usta” – mówi Bóg do Jeremiasza (Jr 1,9). Natomiast w księgach apokaliptycznych występuje „widzący”, który uczestniczy w fantastycznych wizjach. Podkreśla to słowo apokalipsa (greckie apokalypsis), które znaczy objawienie. Apokalipsa jest objawieniem lub serią objawień, udzielonych „widzącemu” przez Boga czy też anioła działającego w Jego imieniu. Po tym doświadczeniu autor opisuje wizje, których doświadczył, językiem barwnym, żywym i bardzo obrazowym. Jeszcze pod jednym względem literacki gatunek apokaliptyczny różni się od ksiąg prorockich. Te ostatnie są raczej zbiorami wypowiedzi o charakterze moralnym. Dotyczą teraźniejszości i domagają się wiary oraz zmiany postępowania. Prorok wyjaśnia i głosi wolę Bożą. Tylko ubocznie zapowiada przyszłość. Zapowiedzi dotyczące przyszłości służą jedynie potwierdzeniu misji odnoszącej się do aktualnej rzeczywistości. Natomiast wypowiedzi autorów dzieł apokaliptycznych niosą pocieszenie dla uciśnionych i prześladowanych w okresach niezwykłych trudności. Dlatego literatura ta rzadko zachęca wprost do poprawy życia. Autor, aby wzbudzić nadzieję, zapowiada lepszą przyszłość – i w tym celu opowiada swoje wizje. Niezależnie od wspomnianych różnic, istnieje jednak ścisły związek literatury apokaliptycznej z księgami prorockimi. Pierwsze apokalipsy występują w księgach prorockich. Już pewne rozdziały Księgi Izajasza zostały nazwane apokalipsą (tzw. Apokalipsa Izajasza – roz. 24-27). Za apokaliptyczne uchodzą jeszcze następujące fragmenty prorockie: Iz 63,1-6; 65-66; Ag Jl 3-4. Za ojca literatury apokaliptycznej uważa się jednak dopiero proroka Ezechiela (593-587 przed Chr.). Apokaliptyczne rysy mają z pewnością następujące jego wizje: rydwanu Pana (Ez 1,4-28; 10,1-22), suchych kości (Ez 37,1-14), nowej świątyni (Ez 40-47), wielkiej bitwy Goga (Ez 38-39). Rozwój literatury apokaliptycznej nastąpił w Izraelu w okresach najbardziej tragicznych dla narodu. Narodowi groziły wtedy różnego rodzaju nieszczęścia i kryzysy. Najgroźniejsze były jednak niebezpieczeństwa uderzające w wiarę Izraela i, jak się wydawało wielu, prowadzące do jej unicestwienia. Tak było począwszy od II w. przed Chr. a skończywszy w II w. po Chrystusie. Tak groźbę stanowiły prześladowania za Antiocha IV Epifanesa (168-165 przed Chr.), który był władcą Syrii. Próbował dokonać hellenizacji całego podbitego przez siebie świata, czyli chciał wprowadzić jedną kulturę i identyczne przekonania religijne. W ten sposób zmierzał do ujednolicenia postaw i zachowań wszystkich ludzi, którzy znaleźli się pod jego panowaniem. Odnosiło się to także do Izraelitów. Dlatego wspomniany władca dążył również do zniszczenia religii Mojżeszowej. A potem przyszły inne śmiertelne niebezpieczeństwa, grożące narodowi wybranemu W r. 63 przed Chr. legiony rzymskie pod wodzą Pompejusza wkroczyły do Jerozolimy. W późniejszych latach Święte Miasto, będące centrum religijnym judaizmu, zostało zniszczone przez Rzymian najpierw w r. 70, a następnie w r. 135. Księgi apokaliptyczne nawiązują do wspomnianych sytuacji polityczno-religijnych. W ciemnych barwach ukazywały aktualną sytuację Izraela, a wybiegając w przyszłość, opisywały jego ostateczny triumf w dziejach świata oraz zwycięstwo dobra i unicestwienie zła. Tę triumfalną epokę rozpocznie Dzień Pański (Dzień Jahwe). W czasach kryzysów i nieszczęść twórcy literatury apokaliptycznej ożywiali wiarę i nadzieję, ukazując przyszłe wyzwolenie i zwycięstwo. Głosili, że Bóg odniesie w ostateczności zwycięstwo i zbuduje swoje królestwo. Poruszali się raczej po terenie religijnym, a nie politycznym. Ale powstanie literatury apokaliptycznej związane jest z wydarzeniami politycznymi, które miały jednak zabarwienie religijne. Np. Autor Księgi Daniela sympatyzował z Machabeuszami, rebeliantami, pragnącymi zniszczyć groźnych Syryjczyków, ale bardziej interesuje go wierność religii niż aspekt militarny powstania. Oczekiwał zwycięstwa dzięki nadnaturalnej interwencji Boga, a nie dzięki bohaterstwu rebeliantów. W jego księdze pojawia się ponadto inny rys charakterystyczny dla literatury apokaliptycznej: księga ta zapowiada równocześnie katastrofę i triumf. Wzbudza odwagę w „synach Najwyższego” przy pomocy wizji królestwa, które Bóg założy po zwycięstwie nad imperiami ziemskimi. Zapowiada koniec świata (9,25; 12,13) Określa czas wybrany przez Boga, w którym nastąpi zrealizowanie planu zbawienia (por. Dn 7,22; 12,4; 11,35-36). Myśl, że Bóg jest Panem czasu i wydarzeń, była dobrze znana prorokom ale rozwinęła ją literatura apokaliptyczna, zarówno pozabiblijna, jak i kanoniczna (Za 14,7). Autor Księgi Daniela stwierdza, że na końcu czasu, ustalonego przez Boga, po zmartwychwstaniu, święci otrzymają królestwo (por. Dn 12,1-4). To królestwo zastąpi królestwa ziemskie. Autor przedstawia je jako niebieskie, o wymiarach kosmicznych. Królestwo, które Bóg zbuduje, nie zostanie nigdy zniszczone (Dn 2,44) w odróżnieniu od innych królestw ziemskich, które kolejno ulegają unicestwieniu. Charakter oraz niebieskie pochodzenie tego królestwa uwypuklone zostało najwyraźniej w wizji Przedwiecznego i Syna Człowieczego (Dn 7,9-14). Ale w związku z tym, a szczególnie z tekstem Dn 7,14, rodzi się jednak wiele pytań. Najpierw pojawia się trudność: chodzi w tej wizji o jednostkę czy kolektyw? Dla jednych Syn Człowieczy nie jest personifikacją wspólnoty, ale jednostką, Mesjaszem transcendentnym. Wydaje się jednak, że interpretacja „kolektywna” da się pogodzić z tłumaczeniem indywidualnym, dotyczącym Mesjasza transcendentnego. Tutaj, podobnie jak w przypadku czterech władców, którzy reprezentują cztery imperia, lud święty Najwyższego reprezentuje król, Mesjasz (Dn 7, Nie można więc wykluczyć interpretacji indywidualnej wspomnianej wizji. Syn Człowieczy jest głową eschatologicznego ludu wybranego. Jest osobistością transcendentną, która przychodzi z nieba i otrzymuje królestwo w następstwie bezpośredniej interwencji Boga. Izraelskie nadzieje eschatologiczne przekształciły się więc z wiary w oczekiwanego króla z rodu Dawida, który zatriumfuje nad swymi wrogami, w oczekiwanie króla niebieskiego. Syn Człowieczy (Dn 7) należy już do kategorii boskich i jest wcieleniem chwały Bożej. Potwierdza to fakt, że Syn Człowieczy staje przed Najwyższym i otrzymuje władzę, a wszystkie narody będą mu służyły (Dn 7,13-14). Dlatego można zakończyć stwierdzeniem, że wizja Syna Człowieczego jest najwyraźniejszym orędziem, jakie występuje w Starym Testamencie, na temat Wcielenia. Jest to punkt szczytowy starotestamentalnych oczekiwań eschatologicznych. Czy tylko Księga Daniela jest dziełem apokaliptycznym? Lista pozabiblijnych ksiąg apokaliptycznych jest bardzo długa, mimo iż wiele z nich zaginęło i dzisiaj znamy je jedynie z nazwy. Ponadto wiele z tych pism nie zachowało się w formie pierwotnej. Oto pisma w całości lub częściowo apokaliptyczne: Etiopska Księga Henocha, Księga Jubileuszy, Przepowiednie Sybilli, Testamenty Dwunastu Patriarchów, Wniebowzięcie Mojżesza, Wniebowzięcie Izajasza, Życie Adama i Ewy, Apokalipsa Abrahama, Tajemna Księga Henocha (Henoch II), IV Księga Ezdrasza, Syryjska Apokalipsa Barucha (Baruch II), Testament Hioba, Apokalipsa Eliasza i Sofoniasza, Testament Abrahama. Ponadto trzeba jeszcze wspomnieć Wojnę Synów Światłości z Synami Ciemności znalezioną w Qumran i kilka innych fragmentów ksiąg znalezionych w tym samym miejscu (np. Księga Tajemnic). Księgi apokaliptyczne powstawały anonimowo. Bardzo często ich autorzy, chcąc podkreślić ich wagę, przypisują je jakiejś znanej i wielkiej postaci z przeszłości (tzw. pseudonimia), np. patriarchom czy prorokom (Abrahamowi, Mojżeszowi, Izajaszowi), którzy – ich zdaniem – byli godni otrzymać Boże objawienie. Apokaliptyczna Księga Daniela weszła do kanonu pism świętych i natchnionych, ponieważ zrodziła się w środowisku Żydów ortodoksyjnych (tzw. chasidim). Według autora Pierwszej Księgi Machabejskiej ludzi ci byli przywiązani do Prawa Mojżeszowego (1 Mch 2,42). Byli także nastawieni wojowniczo w obronie wartości religijnych. Natomiast późniejsza literatura apokaliptyczna nie miała już tej szansy co Księga Daniela. Bardzo często pochodziła bowiem ze od wspólnot oderwanych od oficjalnego judaizmu. Nic więc dziwnego, że rabinizm nigdy nie uznał wielu żydowskich pism apokaliptycznych. Peryferyjne Kościoły chrześcijańskie starożytnego Bliskiego Wschodu zachowały natomiast tę apokaliptyczną literaturę żydowską. Bardzo często są to jednak przekłady na języki: etiopski, syryjski, koptyjski. Wspomniane Kościoły wschodnie przekazały te pisma bardzo często bez zmian, gdyż nie sprzeciwiały się one nauce chrześcijańskiej, ale niekiedy wprowadzono retusze (glosy) i to zwykle o charakterze chrystologicznym. W ciągu ostatnich lat dzieła te przypisywano bądź faryzeuszom, bądź zelotom, bądź też esseńczykom. Po odkryciach nad Morzem Martwym trzecia hipoteza zdobyła wiele mocnych argumentów. Wielu uczonych uważa, że esseńska wspólnota z Qumran miała charakter apokaliptyczny i dlatego wywarła silny wpływ na wspomniane pisma. Jej członkowie byli bowiem przekonani, że żyją w czasach ostatecznych. W tym kręgu zrodziło się wiele pism o charakterze bardziej lub mniej apokaliptycznym, np. Wojna Synów Światłości z Synami Ciemności. Inne natomiast księgi apokaliptyczne, znalezione w grotach, znane były od dawna i to w różnych wersjach, np. Księga Henocha. Uznano jednak, iż są one pochodzenia esseńskiego. Co jest charakterystyczne dla tych ksiąg apokaliptycznych? Ich autorzy podkreślają mocno jedność historii, znaczenie objawienia, sprawę stworzenia oraz upadku Adama i aniołów, pochodzenie zła w świecie, rola potęg anielskich, konflikt między światłem a ciemnością, dobrem i złem, Bogiem i szatanem; objawienie transcendencji Syna Człowieczego (Jego równość Przedwiecznemu), rozwinięcie wiary w życie pozagrobowe, temat piekła, gehenny, raju i nieba, uwypuklenie zmartwychwstania jednostkowego, sądu, szczęścia wiecznego. Jaka jest różnica między biblijną a pozabiblijną literaturą apokaliptyczną? Jedną z różnic jest umiarkowanie w posługiwaniu się językiem obrazowym. W biblijnej literaturze apokaliptycznej autorzy piszą często o tym, że objawienie dokonuje się za pośrednictwem snów, wizji, pouczeń anielskich, głosu z nieba, ale rzadko występują takie środki objawienia, jak podróże niebieskie czy odczytywanie ksiąg pochodzących z nieba. Autorzy biblijnych ksiąg apokaliptycznych niezwykle wstrzemięźliwie posługują się fantazją. Ich opis przyszłego świata jest bardzo oszczędny. Ogólnie, nie podając szczegółów, wspominają o przestrzeniach niebieskich, tronie Boga, miejscu pobytu dusz, piekle. Inną różnicą, która zasługuje na podkreślenie, jest obecność w biblijnej literaturze apokaliptycznej zachęt moralnych, umotywowanych eschatologicznie. Dlaczego pisano takie księgi? Autorzy ksiąg apokaliptycznych byli przekonani, że obecny świat dostał się pod panowanie Szatana i dlatego ludzie nie mogą go naprawić. Nadzieję pokładają w nowym świecie, który zostanie stworzony przez Boga. Dlatego celem biblijnej literatury apokaliptycznej jest ukazanie działania Bożej Opatrzności w dziejach. W ten sposób autorzy tych ksiąg starają się wzbudzić u czytelników nadzieję. Ich dzieła zrodziły się w czasach przełomowych (II w. przed Chr. – II w. po Chr.). Są więc dziełami epoki kryzysu. Jest to zatem zasadniczo literatura uciśnionego narodu, który nie pokłada już ufności w ludzkiej sile. Naród izraelski prowadził walkę o charakterze duchowym; brał udział w walce dwóch mocy duchowych: z jednej strony działa siła dobra, a z drugiej siła zła. W tej sytuacji uciśnieni Żydzi kierowali wzrok ponad i poza historię i oczekiwali cudownej interwencji Boga, który przywróci sprawiedliwość i ocali uciśniony naród. Biblijne księgi apokaliptyczne były więc środkiem, przy pomocy którego w ciągu wieków wyrażała się nadzieja narodu. Np. Według autora Księgi Daniela historia zawiera wiele krzepiących pouczeń. Dlatego zaprasza on czytelników do spojrzenia w przeszłość. Kreśli przed ich oczyma obrazy ilustrujące losy kolejnych mocarstw: każde z nich kiedyś powstało, zdominowało dziejową widownię i przeminęło, nie pozostawiając po sobie śladu. Czytelnik bez trudności zauważa, że w centrum uwagi jest lud Boży. Uświadamia sobie, że lud ten wielokrotnie bywał w rękach jakiegoś wielkiego mocarstwa i niejednokrotnie znajdował się na krawędzi zagłady. Wtedy jednak zawsze interweniował Bóg. Wielkie mocarstwo znikało, a Izrael wciąż trwał. Przypomnienie tych faktów dawało solidne podstawy nadziei w czasie kolejnego kryzysu. Ponadto czytelnicy Księgi Daniela wierzyli, że interwencja Boga – założenie Jego królestwa, nastąpi podczas jakiegoś kryzysu. Mogli się więc spodziewać, że stanie się to po zakończeniu aktualnego prześladowania. Ufne przeświadczenie, że historia zmierza do celu wyznaczonego przez Boga, rozpalało w wierzących Izraelitach nieugiętą nadzieję, gdy wszystko wydawało się już stracone. A nadzieja zagrzewała do najwyższego wysiłku nawet wtedy, gdy opór zdawał się być już skazany tylko na niepowodzenie. Dlatego autor Księgi Daniela tak mocno zachęca czytelników, aby „wytrwali i działali” (Dn 11,32). Jak w tym kontekście usytuowana jest Apokalipsa św. Jana? Pierwotny Kościół przejął apokaliptyczny gatunek literacki. Widoczne to jest w Objawieniu św. Jana. Apokaliptyka żydowska skupiała się na dziejach Izraela na tle historii całego świata. Natomiast perspektywa Apokalipsy św. Jana jest zgoła inna. Cechuje ją uniwersalizm. Chodzi już nie o jeden naród, ale o Kościół, który z natury jest ponadczasowy. Apokalipsy są przede wszystkim wołaniem o wiarę. Człowiek zanurzony w dramatyczne wydarzenia może się zniechęcić. Zło wydaje się wszędzie odnosić zwycięstwo. Nadzieja ludu Bożego poddawana jest próbie. Bóg jednak wyznaczył już zwycięzcę. Jest nim w Księdze Daniela maleńki tajemniczy kamień, który uderzając w potężny posąg, rozbił go. Apokalipsy są księgami, które nawiązują do historii wszechświata i ludzkości oraz wiążą ją w całość, ukazując w niej zbawcze działanie Boga Stwórcy. W Nowym Testamencie dojdzie jeden bardzo istotny szczegół, a mianowicie wiara w Jezusa Chrystusa, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wypełnia historię zbawienia. Np. w Apokalipsie św. Jana – w przeciwieństwie do apokaliptyki żydowskiej – świat nie pozostaje pod panowaniem Szatana. Panem historii jest Jezus Chrystus. Nic więc dziwnego, że w tej księdze biblijnej wszystko odnosi do Boga, Jezusa Chrystusa. Dlatego zaczyna się ona od słów: „Objawienie Jezusa Chrystusa” (Ap 1,1). Jest to objawienie tego, „co musi stać się niebawem”. Czasy ostateczne zostały objawione w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Dlatego jest On przedstawiany jako „zabity Baranek”, a jednocześnie jako zwycięzca (Ap 5,6). Z tego samego względu w innym miejscu nazywany jest „Pierwszym i Ostatnim” (Ap 1,17; 2,8; 22,13). On jest prawdą i światłem, które rozświetla ciemności. Historia w całej rozciągłości jest polem walki tego, co św. Paweł nazywa „Tronami, Panowaniami, Zwierzchnościami, Władzami” (Kol 1,16). Z nimi walczy człowiek (Ef 6,12). Nad nimi zatriumfował Chrystus i podobnie zatriumfuje ludzkość (Kol 2,15). Ustanowił Kościół, który ma toczyć walkę nie we własnym imieniu, ale powinien pozwolić prowadzić ją Barankowi, aż do zatriumfowania królestwa Bożego. Chrystus jest Ostatnim (Ap 1,17). W Nim „czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże" (Mk 1,15; por. także Ga 4,4). Zwycięzcą jest Baranek, którego poprowadzono na zabicie, ale który stał się silniejszy od najpotężniejszych zwierząt. Jego śmierć i zmartwychwstanie są znakiem końca obecnego świata. Jego dzieło ciągle aktualizuje się w historii, tj. ciągle ma miejsce objawianie się Boga w Chrystusie. Chrześcijanie, podobnie jak Chrystus, cierpią na świecie, ale ten świat przeminie. Nadchodzi „dzień Pana”. Będzie to powtórne przyjście Chrystusa na ziemię, czyli paruzja. Będzie to początek ostatecznego zwycięstwa. Kościół dozna wyniesienia i nastanie nowy świat, w którym nie będzie już łez, śmierci, żałoby, krzyku i trudu (Ap 21,4). Ten chwalebny finał Kościoła już dzisiaj jest zapowiedziany faktem zmartwychwstania i uwielbienia Chrystusa. Zapowiedź nadejścia królestwa Bożego w Chrystusie wzywa do wiary, która pozwala „przewidzieć” przyszłe wydarzenia. Pozwala spokojnie spojrzeć na dramatyczne nawet wypadki w świetle zwycięstwa Chrystusa. „Tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara” (1 J 5,4). Ona pozwala wierzącym żyć w świecie; wzywa ich i uzdalnia do „badania duchów” (1 J 4,1; 1 Kor 12,10), tj. do ujawnienia swej mądrości. Apokaliptyka kwitła w okresie przesileń i miała na celu pocieszenie i podniesienie na duchu ludzi, dotkniętych nieszczęściem i niedolą, miała napełnić ich ufnością wobec Boga, który kieruje ludzkim przeznaczeniem i jest Panem historii. Te stwierdzenia są poparte myślą o życiu przyszłym, choć w apokalipsach judaistycznych nadzieja ta przybiera bardzo różnorodną formę. Niektórzy autorzy myślą o zmartwychwstaniu dobrych do życia ziemskiego, inni natomiast wyobrażają sobie pełne błogości życie pozagrobowe. Wszyscy twierdzą zgodnie, że triumf Bożej woli jest sprawą najważniejszą. Jedynie bowiem w świecie, w którym pełni się całkowicie wolę Bożą, można osiągnąć pełnię szczęścia. Cechą charakterystyczną dzieł apokaliptycznych – rozmaicie wyrażoną – jest uznanie, że złoty wiek nie nastanie sam z siebie, nie będzie też zaprowadzony przez ludzi, lecz będzie darem Boga. Ludzie mogą pełnić swą rolę i służyć celowi Bożemu jedynie przez posłuszeństwo wobec Jego woli, chociaż wierność ta może powodować ból i cierpienie. Dlatego obok pocieszania, które jest tak charakterystyczne dla całej literatury apokaliptycznej, w Objawieniu św. Jana występują groźne napomnienia, zwłaszcza w listach do siedmiu Kościołów. Autorzy literatury apokaliptycznej posługują się różnymi środkami, nazywanymi niekiedy „kliszami”, aby słowo Boże poruszyło ludzkie serca. Posługują się językiem wizji i symboli, wywodzących się ze świata zwierząt, astrologii i liczb. Dzięki temu z ksiąg apokaliptycznych przebija patos, ale z tego powodu ich treść jest bardzo tajemnicza a czasem niezrozumiała. W takim kontekście należy czytać Apokalipsę św. Jana, która również posługuje się tajemniczym językiem symboli i wizji. Nie służy zaspokojeniu ciekawości czytelników, ale wzywa do dźwigania się z upadków i złożenia nadziei w Bogu. Nic bowiem nie jest jeszcze przesądzone. Światem nie rządzi ślepy determinizm, przymus i konieczność, ale Boża Opatrzność, która nie pozbawia wolności ani człowieka, ani nawet Szatana. Kiedyś jednak człowiek zapłaci za wolność źle wykorzystaną. Jeśli skierował ją przeciw Bogu, Chrystusowi i Kościołowi, spotka go kara. Jeśli zaś żałował, nawrócił się i pełnił dobre czyny, będzie przyjęty do nowego świata. Jeśli nie slyszysz radia spróbuj inny strumień lub zewnętrzny player

Zjawiska są dostępne zmysłom, a natura jest ukryta, trzeba jej szukać; zjawiska są różnorodne, a natura jedna; zjawiska są przypadkowe, a natura konieczna. W szczególności zaś przeciwstawiali naturę temu, co stworzone i ustanowione przez człowieka, co nie jest konieczne, co mogłoby być inaczej. PyrkonStudio | Rozmowa z dr Leszkiem BłaszkiewiczemŁukasz Białozor z IGN Polska udał się w gwiezdną podróż z drem Leszkiem Błaszkiewiczem, który od 15 lat mieszka w Olsztynie i związany jest z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim oraz z Olsztyńskim Planetarium. Bardzo duży nacisk kładzie na popularyzację nauki i drugiej ze swych pasji – fantastyki. Łukasz Białozor: Cześć wszystkim, tu Łukasz Białozor z IGN Polska. Gościmy na Pyrkonie dr. Leszka Błaszkiewicza, radioastronoma, fantastę, wieloletniego uczestnika konwentów oraz autora opowiadań science fiction. Cześć, Leszek! Leszek Błaszkiewicz: Cześć. Dzień dobry. Łukasz Białozor: Mógłbyś powiedzieć nam kilka słów o sobie? Czym dokładnie się zajmujesz? Leszek Błaszkiewicz: Jestem z wykształcenia astronomem, pracuję jako astronom i jednocześnie jako nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Dodatkowo jestem związany takim malutkim kontraktem z olsztyńskim planetarium. No i zajmuję się szeroko pojętą popularyzacją nauki, przede wszystkim fizyki i astronomii. Łukasz Białozor: To bardzo dobrze się składa, ponieważ jest takie pytanie, które spędza sen z powiek wielu Amerykanom. Jako że jesteś znanym propagatorem nauki, chciałbym Ci je zadać. Czy mógłbyś powiedzieć… czy Ziemia jest płaska? Dla niektórych to poważne pytanie. Leszek Błaszkiewicz: W momencie gdy idziemy gdziekolwiek, no to nigdzie nie widzimy, że Ziemia zakręca, tak? Więc wiele osób przyjmuje takie bardzo mylne założenie, że Ziemia jest płaska. Jest to absolutny błąd. Szukam jakiegoś punktu zaczepienia, który byłby luką w wykształceniu, podstawowym nawet, który pozwalałby na skierowanie się w stronę stwierdzenia, że Ziemia jest płaska, i nie znajduję. Łukasz Białozor: Musielibyśmy założyć, że każda osoba, która tak mówi, ma przynajmniej to podstawowe wykształcenie i je pamięta. Leszek Błaszkiewicz: Myślałem, że problem jest zamknięty, w momencie gdy jeden z prezesów Towarzystwa Płaskiej Ziemi załamał się i wystąpił z towarzystwa, ale było to w latach 60., kiedy… Łukasz Białozor: Wtedy istniało to towarzystwo? Leszek Błaszkiewicz: Istniało. Wtedy towarzystwo się rozwiązywało, kiedy pierwsze zdjęcia satelitarne, pierwsze zdjęcia Ziemi z kosmosu pokazały, że jest okrągła, że jest planetą tak jak wszystkie inne planety. Natomiast dziś jest nawrót, straszny trend, którego ja nie rozumiem i który absolutnie nie jest dla mnie czymś godnym naśladowania, godnym tego, by o tym wspominać. Nawet z naszej rozmowy ktoś wyrwie z kontekstu jakieś zdanie i będzie „Wow, Ziemia jest płaska”. Absolutnie nie, Ziemia jest planetą, jest geoidą, czyli spłaszczoną bocznie elipsoidą obrotową… Łukasz Białozor: To może to z tego spłaszczenia wynika ten błąd? Leszek Błaszkiewicz: Nie, absolutnie nie. Magellan opłynął świat dookoła, satelity, nawet geostacjonarne, które tak naprawdę z naszego punktu widzenia znajdują się w jednym punkcie na sferze niebieskiej, też obiegają Ziemię, ale akurat w tempie dokładnie takim, w jakim Ziemia się obraca. Ale większość satelitów obiega Ziemię, a gdyby była płaska… Łukasz Białozor: Spójrzmy z punktu widzenia tych ludzi, którzy głęboko wierzą, że Ziemia jest płaska. Bo tacy ludzie oczywiście są. Leszek Błaszkiewicz: Lekarza. Lekarza. Łukasz Białozor: Czy jest jakiś dowód? Bo oni patrzą tak, jak wcześniej powiedziałeś – widzę, że idę, to idę. No więc to jest dla nich empiryczny dowód, oni widzą, że Ziemia jest płaska. Oczywiście to jest kwestia perspektywy, ale czy jest jakiś oczywisty dowód na to, że nie jest płaska? Leszek Błaszkiewicz: Dowód jest taki – kupujemy sobie bilet z trzema przesiadkami: i oblatujemy Ziemię dookoła. Łukasz Białozor: Dobry pomysł. Leszek Błaszkiewicz: Sam bym zaczął twierdzić, że Ziemia jest płaska, żeby ktoś mi ufundował taki lot, żeby mi udowodnić, że jest inaczej. To jest najprostsze wyjście. Łukasz Białozor: Wieki temu podczas dyskusji z jedną z osób wierzących w to, że Ziemia jest płaska, powiedziałem: no ale Nowy Jork leży gdzieśtam… A ten mówi: a skąd wiesz, że istnieje Nowy Jork? Widziałeś tylko zdjęcia. Skąd wiesz, że nie są sfabrykowane? W tym momencie przestałem dyskutować. To jest czasem dość ciężka dyskusja. Leszek Błaszkiewicz: Tak niestety jest. Jest wiele innych problemów naukowych, które trudno jest przedstawić osobie, która nie jest nastawiona na przyjmowanie wiedzy, tylko negację twojego punktu widzenia, bo jest tak głęboko zakorzeniona w swoich przekonaniach, które generalnie są, cóż… Łukasz Białozor: Łatwiej jest negować, niż udowadniać. Leszek Błaszkiewicz: Tak. Łukasz Białozor: Przechodząc do następnego pytania… Powiedz mi, czy kiedyś wylądowaliśmy na Księżycu, czy to też jest fikcja stworzona przez Hollywood? Wszyscy widzieli tę falującą flagę, która nie mogła falować w kosmosie i dziesiątki innych dowodów. Leszek Błaszkiewicz: Ja nie byłem na Księżycu, to od razu powiem… Łukasz Białozor: Ja też nie byłem w Nowym Jorku. Leszek Błaszkiewicz: Natomiast tu, niedaleko Poznania, znajduje się obserwatorium satelitarne Borowiec. To jednostka Polskiej Akademii Nauk. Tam prowadzone są, a przynajmniej były przez wiele lat, badania polegające na pomiarach odległości do Księżyca z centymetrową precyzją. Pamiętam odczyt, wiele lat temu, jednego z profesorów z Borowca i moment, g,dy ktoś zadał pytanie czy też skomentował raczej, że Amerykanie nie byli na Księżycu, to mistyfikacja. Ten zacny profesor na to mówi: proszę pana, moja praca polega na strzelaniu laserem do Księżyca i badaniu sygnału, który odbił się od powierzchni Księżyca. Nie byłoby to możliwe, gdyby załoga Apollo 11 nie zostawiła na Księżycu światełka odblaskowego. To jest coś wielkości tego stolika, jest położone na powierzchni Księżyca, tam nie ma wiatru, nie kurzy się, jest to zupełnie bezpieczne. Działa to na zasadzie światełka odblaskowego, czyli światło odbite wraca dokładnie w kierunku, z którego zostało wysłane. I on mówi, teraz mi pan mówi, że to mistyfikacja? To ja pracowałem przez kilkadziesiąt lat, nie wiedząc o tym? Więc to jeden z dowodów. Nie chcę się tu rozwodzić. Każdy, kto wie, jak wygląda teflon, nie ten na patelni, ale takie rurki teflonowe, to wie, że to jest jak wędka.. Na Księżycu, gdzie nie ma powietrza, gdzie nie ma oporów, jak rozbimbamy taką chorągiewkę, ona się będzie bardzo długo bujać. Więc to wszystko jest do obalenia, te wszystkie rewelacje tych, którzy wierzą w spiskową teorię dziejów. W połowie lat 70., bodajże w 1977 roku, był amerykański film Koziorożec I. Dziwnym jest, że dopiero po tym filmie, który opowiada o takiej mistyfikowanej wyprawie na Marsa, dopiero wtedy ta fala się zaczęła. Dopiero wtedy ludzie zobaczyli coś na ekranie i stwierdzili: zaraz, zaraz, może z Księżycem było podobnie? Nie, nie było podobnie, na Księżycu stąpało 12 osób. Wokół Księżyca latają teraz satelity, fotografujące jego powierzchnię z taką precyzją, że widzimy nie tylko miejsce lądowania, nie tylko te pozostałości Orłów, które tam lądowały, ale też ślady stóp i opon roverów, które jeździły po Księżycu. Także nie, dla mnie nie ma tematu. Łukasz Białozor: Mnie już przekonał laser. Ale pamiętam, jak kiedyś, bodajże w TVP, leciał paradokument, który opowiadał o tym, że to Hollywood wymyśliło akcję z lądowaniem na Księżycu po to, żeby Amerykanie zaplusowali w zimnej wojnie, udowodnili, że mają wyższą technologię. Wiadomo, to były specyficzne czasy. Kto pamięta, ten pamięta, kto nie, to nie… Chodziło o zwycięstwo nad Rosjanami. Dokument idealnie to pokazywał: jak Amerykanie się przygotowali, jacy reżyserzy przy tym pracowali, podaje nazwiska. I to oczywiście falsyfikat, paradokument, taki rozrywkowy dokument. Problem polegał na tym, że ktoś by go włączył, nie tak jak ja – ja przeczytałem o nim wcześniej, wiedziałem, co to jest. Ale ktoś po prostu włączył telewizję i „ty, patrz, oszukali, nie wylądowali na Księżycu, mówią, wszystko podają”. W trakcie tego dokumentu nie było żadnej informacji, że to nie jest prawdziwe. Leszek Błaszkiewicz: To jest efekt dokładnie taki, jak w trakcie audycji reżyserowanej przez Orsona Wellesa na podstawie powieści Herberta Wellsa Wojna światów. W momencie gdy ktoś nie wiedział i włączył radio, był święcie przekonany, że coś się dzieje. Łukasz Białozor: Tak, chodziło o słynną audycję, w której autor opowiadał o tym, jak kosmici zaatakowali Ziemię i robił to w tak przekonujący sposób, że nie tylko zwykli Amerykanie uwierzyli, ale w niektórych stanach została zmobilizowana nawet Gwardia Narodowa, bo także władze uwierzyły, że nadchodzą kosmici i koniec świata. Bo w radiu ktoś powiedział, że są kosmici. Leszek Błaszkiewicz: Jest doskonały film fabularny pokazujący całe wydarzenie, Noc, która wstrząsnęła Ameryką. Łukasz Białozor: Niesamowita historia. Leszek Błaszkiewicz: Te mistyfikacje można nawet samemu tworzyć, bezwiednie, nieświadomie tworząc taki paradokument, o jakim opowiadałeś, czy tego typu niezwykle realistyczne słuchowiska. Łukasz Białozor: Pozostając troszkę w tym temacie, wchodząc mocniej w naukę. Czy jesteśmy sami we wszechświecie? Leszek Błaszkiewicz: W tym momencie cały czas jest to kwestia wiary. Od momentu, kiedy Drake sformułował swoje słynne równanie Drake’a. Łukasz Białozor: Możesz przytoczyć? Leszek Błaszkiewicz: Frank Drake był astrofizykiem, który pasjonował się obcymi cywilizacjami. Był twórcą czegoś, co dzisiaj nazywamy SETI, czyli poszukiwań inteligencji we wszechświecie poprzez chociażby nasłuch radiowy. Pierwsze akcje SETI to był właśnie Frank Drake i koniec lat 50., początek lat powstały pierwsze programy, np. program Ozma. I Drake sformułował takie równanie, które jest równaniem prawdopodobieństwa, które mnoży poszczególne składniki, a są nimi różne dane astrofizyczne, i to ma nas przybliżać do ewentualnej liczby cywilizacji we wszechświecie. Na początku, gdy on tworzył to równanie, było wiadomo już dość dużo o ewolucji gwiazd, o tym jakie są gwiazdy, ale nie było wiadomo, czy Układ Słoneczny jest jedyny, czy są inne planety. Od czasu odkrycia dokonanego przez Aleksandra Wolszczana, który w 1992 roku opublikował dane dotyczące układu trzech planet wokół pulsara. Dzisiaj… nie podam Ci dokładnej liczby, niech widzowie sprawdzą na jednej z kilku stron poświęconych planetom pozasłonecznym, egzoplanetom, ale podejrzewam, że już grubo ponad 4000 planet pozaziemskich jest znanych, z czego całkiem sporo planet typu ziemskiego. Planet, które krążą w ekosferach swoich gwiazd. Co za tym idzie, równanie Drake’a otrzymuje nowe czynniki. Szacuje się, że bardzo zaniżona liczba to ok. 250 tys. cywilizacji, które mogą się z nami kontaktować. Łukasz Białozor: Teraz czy za jakiś czas? Leszek Błaszkiewicz: Teraz, w znanym nam wszechświecie. Ale równanie Drake’a to tylko zabawa prawdopodobieństwem. Natomiast Enrico Fermi, noblista włoski, zadał pytanie: jeśli jest ich tak dużo, to gdzie oni są? Łukasz Białozor: Dobre pytanie. Leszek Błaszkiewicz:Ja wierzę, bo to teraz nie kwestia wiedzy, tylko wiary. Odkrywamy planety, wiemy, że niektóre posiadają atmosfery, bo potrafimy to zobaczyć. Odkrywamy planety nie tylko w Układzie Słonecznym, także planety pozasłoneczne, i jesteśmy w stanie zobaczyć, że w tych atmosferach jest woda, bo można to ujrzeć ultraczułym spektrografom. Natomiast to, czy są tam istoty żywe, życie, czy rozwinęła się taka czy inna cywilizacja, jest cały czas w sferze domysłów, a tym samym w sferze wiary. Ja wierzę, że są. Łukasz Białozor: Wspominałeś wcześniej o różnicy między astronomem a astrofizykiem… Leszek Błaszkiewicz: Astrologiem. Łukasz Białozor: Tak, poprawiałeś mnie, żebym nie powtórzył tego błędu. Astrologiem. Jaka jest różnica? Leszek Błaszkiewicz: Różnica… Logos to wiedza, nomos to pomiar. Więc kiedyś mianem astrologów określało się osoby związane z niebem, z tymi rodzajami wiedzy, które związane są z gwiazdami, obserwacją nieba. Natomiast to się rozeszło i astrologia przerodziła się w dużej mierze, czy zajęła, część wróżbiarską, związaną z opisywaniem charakterów, osobowości, a także przyszłości poprzez obserwację ruchu ciał niebieskich. Łukasz Białozor: To teraz rozumiem, czemu tak mocno mnie poprawiałeś. Leszek Błaszkiewicz: Powiem ci tak: Jan Kepler. Trzy prawa Keplera, podstawy astronomii, mechaniki niebieskiej. Dorabiał sobie jako astrolog, stawiał horoskopy. Tycho Brahe, twórca Uraniburga, największego swego czasu obserwatorium w Europie, był astrologiem. Ja się nie obruszam, gdy ktoś mówi o mnie astrolog, ale dzisiaj wiele osób astrologię kojarzy z horoskopami, a naukowcy, astronomowie, nie lubią być kojarzeni z horoskopami, bo to determinizm. Astronomia jest kauzalna, jest przyczyna i jest skutek, które są jasno określone w prawach fizycznych, prawach, które dał nam chociażby Isaac Newton. Natomiast astrologia rządzi się jakimiś irracjonalnymi przesłankami, które wiążą obiekty niebieskie z charakterem ludzi i ich przyszłością. Łukasz Białozor: To dlaczego tak wybitne umysły, które wniosły tyle do nauki, dorabiały sobie, opowiadając kłamstwa? Oni w to wierzyli? Leszek Błaszkiewicz: To wtedy nie były kłamstwa, wtedy w to wierzono. Dzisiaj też są ludzie, którzy w to wierzą. Są osoby wykształcone, astronomowie, którzy troszkę się astrologią parają. Z jednej strony trochę mnie to wzdryga, te horoskopy gazetowe, wiedząc, jak one powstają, że to jest bank pomysłów napisany gdzieś tam przy kawie… Natomiast z drugiej strony… Ja zacząłem się nad tym zastanawiać w momencie, kiedy mój przyjaciel, znany astronom, zajmujący się astrologią, dla zabawy napisał horoskop mojej córce i okazało się, że pewne cechy charakteru, które z niej wychodzą, są kubek w kubek, jak on opisał. Mam te kartki do dziś. Córka ma 18 lat i ja widzę, że jest podobieństwo. Łukasz Białozor: A napisał to wcześniej, oczywiście? Leszek Błaszkiewicz: Tak, tak, w momencie gdy się urodziła. To jest tak, że ja tego nie odrzucam tak zupełnie, to jest coś, czego wciąż nie rozumiemy. Odrzucam takie podejście do astrologii, które mówi: uważaj, bo gwiazdy mówią, że za chwilę potkniesz się na schodach. To jest ewidentna bzdura. Łukasz Białozor: To tak nie działa. Leszek Błaszkiewicz: Natomiast są jakieś dziwne powiązania, których my nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Jeżeli ktoś nie ma umysłu na to otwartego, to znaczy, że się zasklepia w jakiejś części matematycznej albo bardzo ścisłej, zamyka się na wszystkie nowe doznania związane z tym, co towarzyszy nauce i życiu. Łukasz Białozor: Nauka jest bardzo szeroka i co chwilę poznajemy nowe rzeczy. Nie wiadomo, czy kiedyś nie pojawi się coś, co potwierdzi jakiś dziwny wpływ, którego teraz nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Przechodząc jednak do bardziej poważnych zagadnień… Jestem przekonany, że wielu uczestników Pyrkonu zadaje sobie jedno ważne pytanie: czy staniemy się gatunkiem międzyplanetarnym, a jeśli tak, to czy za naszego życia? Leszek Błaszkiewicz: Tutaj odpowiedź jest niestety bardzo smutna. Bardzo wiele zależy od polityków, od tego, w którą stronę pójdą decyzje polityczne. Niestety przemysł kosmiczny, to wszystko, co się wiąże z przemysłem kosmicznym, z podróżami, czy to na orbitę, czy na Księżyc, czy z misją na Marsa, z tymi wszystkimi misjami bezzałogowymi, które poprzedzają ten etap ekspansji człowieka, to wszystko wiąże się właśnie z decyzjami finansowymi, to są bardzo drogie technologie. Łukasz Białozor: Przypomina mi się, że bodajże po wylądowaniu na Księżycu były plany kolonizacji Marsa, były nawet na dość zaawansowanym etapie. Widziałem projekt statku, wszystkiego, tylko rząd amerykański po zakończeniu zimnej wojny uciął drastycznie budżet NASA do takiego poziomu, że to nie było możliwe. Leszek Błaszkiewicz: Był projekt Constellation, który został ucięty przez Obamę swego czasu. To był naprawdę poważny projekt i mnóstwo osób nad tym pracowało. Dzisiaj jesteśmy na etapie takim, że obecny prezydent USA, Bush, wrócił do tematów związanych… Łukasz Białozor: Trump. Leszek Błaszkiewicz: Przepraszam, Trump, tak, podobny charakter… Podobne pajacowanie. Constellation został ogłoszony przez Busha Jra, natomiast Trump teraz ogłasza powrót na Marsa i to jest taka decyzja, która pokazuje, że jest wsparcie państwa. NASA będzie dostawać pieniądze jako agencja rządowa. Coś się będzie działo. To jest też impuls do rozwoju prywatnych sektorów, chociażby ElonMusk, który wykonuje mnóstwo zleceń rządowych i zarabia na tym pieniądze, i może sobie pozwolić na różne ekstrawagancje, typu wysyłanie samochodu na Marsa. Łukasz Białozor: Z tego, co pamiętam, a czytałem jego biografię, to Elon zawsze fascynował się kosmosem, był też fanem fantasy i science fiction. Dużo się oczytał. On właśnie chce, żeby ludzkość stała się gatunkiem międzyplanetarnym. Ale czy taka prywatna firma, nawet z takimi środkami, może skolonizować Marsa? Czy to wchodzi w grę? Czy to musi być rząd? Leszek Błaszkiewicz:Był taki pomysł… pomysł holenderski, ale nie wiem, czy jest cały czas realizowany, Mars One. Projekt, który miał się napędzać sam. Zorganizowano już wstępną selekcję kandydatów, nawet kilku Polaków przeszło, było o tym głośno, teraz jakoś sam projekt marketingowo opierał się na tym, że pieniądze na realizację miały pochodzić z komercyjnego wykorzystania projektu, bo miał on być swego rodzaju reality show. Kanały telewizyjne miały przez 24 godziny na dobę pokazywać przygotowania, starty, lot, a potem życie tych kolonizatorów na Marsie. Łukasz Białozor: I śmierć pewnie. Leszek Błaszkiewicz: Ale jakoś się to urwało, podejrzewam, że względy techniczne… Łukasz Białozor: Brzmiało jak mrzonka. Leszek Błaszkiewicz: Może też względy marketingowe, może ktoś zrobił badania i okazało się, że po miesiącu ten projekt straci zainteresowanie. Ludziom nie będzie w smak obserwować przez pół roku lotu jakiegoś wahadłowca w kierunku Marsa. Łukasz Białozor: O właśnie, wspomniałeś o pół roku lotu. Myślę, że niektórzy nie mają świadomości, jak wyglądają współczesne realia podróży gwiezdnych, jeśli możemy je tak nazwać. Załóżmy, że pieniądze się znajdą, wsparcie rządowe. Jak by wyglądała kolonizacja kosmosu? Leszek Błaszkiewicz: Na dzisiejsze standardy – w bardzo żmudny sposób. To nie jest Expanse, gdzie wynaleziono jakiś dziwny silnik, który pozwala bardzo szybko przemierzać połacie Układu Słonecznego. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że te odległości są horrendalne. Księżyc jest odległy od Ziemi o średnio 384 tysiące kilometrów. Żeby lecieć na Księżyc, trzeba przekroczyć drugą prędkość kosmiczną, czyli 11,2 km/s. Pojazdy kosmiczne wiozące astronautów w misjach Apollo przekraczały tę prędkość. Ale z drugiej strony musimy wiedzieć, że Mars jest 200 razy dalej niż Księżyc, i to w momencie, gdy jest w opozycji, gdy jest najbliżej. A gdy jest najdalej… to nawet nie ma co myśleć o tym. Jeżeli astronauci na Księżyc lecieli trzy dni, no to możemy sobie policzyć, ile będą lecieć na że ze dwa poszła jednak nieco naprzód, możemy te pojazdy trochę bardziej rozpędzać. Będzie szybciej, ale szacuje się, że taka podróż będzie trwała około pół roku. Poza tym dochodzi kwestia zabezpieczenia przed radiacją. Za 1,5 godziny będę mówił o promieniotwórczości i o promieniowaniu jonizującym na wykładzie w sesji naukowej Pyrkonu. To jest bardzo duże niebezpieczeństwo, to jest bardzo trudny temat. Łukasz Białozor: Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że w kosmosie nie tylko nie ma powietrza. Że kosmos jest nieprzyjaznym miejscem z wielu powodów, takich jak promieniowanie. Leszek Błaszkiewicz: Na Ziemi jesteśmy bezpieczni – mamy atmosferę i magnetosferę, która chroni nas przed tego typu efektami tej kosmicznej śmierci, która tam się czai. Natomiast astronauci będą odkryci. Oczywiście można zabezpieczać te łupiny statków kosmicznych, ale nie jest to łatwe. Sam Mars ma zdecydowanie słabsze pole magnetyczne i zdecydowanie mniej gęstą jest dużo cieńsza i a ciśnienie jest około 100 razy mniejsze niż na powierzchni Ziemi, więc ochrona przed radiacją na powierzchni Marsa jest dużo słabsza, jest więc groźba napromienienia organizmów astronautów. Łukasz Białozor: Magiczne pojęcie, które znają fani science fiction – terraformowanie Marsa – polegałoby też na stworzeniu atmosfery i tej warstwy ochronnej? Leszek Błaszkiewicz: Tak, ale musimy znowu zdawać sobie sprawę z tego, że Mars jest dwa razy mniejszy od Ziemi, tam jest grawitacja dużo mniejsza od naszej, więc nie jest tak łatwo utrzymać atmosferę taką jak na Ziemi, nie jest łatwo ją stworzyć. Bardziej realnym podejściem do kolonizacji jest budowa odpowiednich habitatów. Jeśli chodzi o Marsa, to jest cały czas sfera mrzonek. Trzeba zacząć od tego, by wysłać człowieka na Marsa i bezpiecznie sprowadzić go na Ziemię. Tak jak z deklaracją Kennedy’ego, który powiedział, że naszą misją jest wysłać ludzi i bezpiecznie ich sprowadzić, a to nie jest oczywiste. Wysłać jest łatwo. Ten projekt, o którym wspomniałem, Mars One, to było wysłanie ludzi na Marsa, nikt nie mówił o powrocie. Jest to bardzo trudne. Habitaty na Księżycu, które są planowane, będą się opierać właśnie na budowie takich konstrukcji. To będą balony, na powierzchni których z dostępnego na Księżycu regolitu specjalne drukarki będą drukować taką twardą powierzchnię nieprzepuszczalną dla promieniowania. To ma być ten pierwszy etap zdobywania kosmosu. Myślę, że w ciągu kilkudziesięciu lat to się stanie, kto wie, czy za naszego życia. Łatwo się mówi: za dziesięć lat, za dwadzieścia. Później jest to weryfikowane przez czas. Łukasz Białozor: Powiedz mi, czy mamy szansę na osiągnięcie tej mitycznej podróży nadświetlnej, dobrze znanej fanom science fiction z Gwiezdnych wojen i dziesiątków innych dzieł? Leszek Błaszkiewicz: Odwołam się do takiej historii, która łączy bardzo silnie naukę i fantastykę. Fan Star Treka, Miguel Alcubierre, astrofizyk, a raczej fizyk teoretyczny, meksykańskiego pochodzenia, w 1994 roku popełnił pracę naukową o warp drive. Zassał tytuł wprost ze Star Treka i pojęcia prędkości warpowych. Opisał tam teoretycznie możliwość takiego odkształcania czasoprzestrzeni, która pozwala nam dotrzeć z punktu A do punktu B szybciej, niż robi to światło. Nasz pojazd tak naprawdę nie przekracza prędkości światła, ale pewne sztuczki związane z czasoprzestrzenią i z tym, jak ewentualnie moglibyśmy czasoprzestrzeń modelować, dają nam takie możliwości. On to opisał. Jest hoax, że NASA nad tym pracuje, czy coś takiego, ale M. John Harrison już ma przełomy Alcubierre’a, czyli już się pojawiają napędy Alcubierre’a. Alcubierre wyciągnął nazwę swojego napędu z science fiction, a science fiction jego teorie przyjęła w otwartymi rękami i nazywa w książkach te rodzaje napędu jego imieniem. Ja bym bardzo chciał, żeby napędy Błaszkiewicza kiedyś zaistniały w literaturze SF. Muszę zdwoić wysiłki. Łukasz Białozor: Ja byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś stworzył taki napęd. Leszek Błaszkiewicz: Natomiast jest coś takiego, co na początku nazwano mostami Einsteina-Rosena i to jest wprost… Łukasz Białozor: Był taki horror o kosmosie, w którym otwarto wrota do piekła i cały statek kosmiczny został zjedzony przez demony, pamiętam. Tam był właśnie ten most. Czwarty wymiar, coś takiego? Leszek Błaszkiewicz: Ukryty wymiar. Łukasz Białozor: Tak, całkiem sympatyczny film. Leszek Błaszkiewicz: Event Horizon. Bardzo fajny thriller. To się pojawia w wielu filmach, bo to jest jakby otwarcie tunelu między dwoma miejscami we wszechświecie. W astrofizyce mówi się na to „połączenie dwóch asymptotycznych miejsc w czasoprzestrzeni”. Troszkę później, bo w latach 60., John Archibald Wheeler, taki noblista z fizyki, odnowił ten temat i to wtedy zyskało miano wormhole, czyli dziura po robaku. On sobie wyobraził, że jak żyjemy w przestrzeni, którą można przybliżyć sferą, to najkrótszym połączeniem na sferze z punktu A do B jest podróż po powierzchni. My poruszamy się po powierzchni. A jeżeli to jabłko, robak może przegryźć sobie dziurę. I nawet gdy porusza się wolniej niż światło, może z A do B dotrzeć szybciej niż światło drogą klasyczną. Łukasz Białozor: I to może zadziałać, czy już jest obalone? Leszek Błaszkiewicz: Wheeler udowodnił, że to nie może działać, natomiast dzisiaj są prace, które pokazują, że można takie stabilne wormhole otworzyć. Łukasz Białozor: Ale teoretycznie czy… Leszek Błaszkiewicz: Teoretycznie, absolutnie. Przypuszcza się, że czarne dziury są możliwością do kreowania tego typu przejść. Łukasz Białozor: Albo drogą do piekła. Leszek Błaszkiewicz: Fizycy teoretyczni żyją w trochę innym świecie, oni są odlegli od rzeczywistości. Tworzenie wormhole’a wymaga np. albo bardzo dużej energii, albo czegoś, co określane jest mianem ujemnej masy. Wyobraź sobie ujemną masę. Łukasz Białozor: Ja nie potrafię, ale oni na pewno. Leszek Błaszkiewicz: Oni sobie nawet nie muszą wyobrażać, bo to jest tylko parametr w równaniach. Łukasz Białozor: Napisał sobie i tyle. Leszek Błaszkiewicz: To wystarczy. Tak jak Albert Einstein. Gdy rozwiązał swoje równanie, jego wszechświat zaczął się rozszerzać. A on tego nie mógł pojąć, więc do równania dołożył tzw. stałą kosmologiczną, tylko po to, żeby wszechświat stał w miejscu, żeby się nie rozszerzał. Dzisiaj wiemy, że się rozszerza, bo zostało to odkryte parę lat później przez Edwina Hubble’a. Stała kosmologiczna jest bardzo bliska zeru. I już. Czasami fizycy, nawet tacy jak Einstein, udziwniają swoje teorie po to, żeby coś zachowywało się tak, jak chcemy. Tak samo jest z tą ujemną masą. Łukasz Białozor: Miejmy nadzieję, że fizycy bardziej praktyczni nie wysadzą nam kiedyś planety, tworząc wormhole, czy coś w tym rodzaju. Ale chyba na razie jesteśmy bezpieczni. Mówiliśmy trochę o kolonizacji kosmosu, o kosmitach, trochę o technologii, i teraz takie pytanie, które łączy to wszystko. Załóżmy, że wyruszymy w kosmos, nawet mamy jakiś napęd, jakieś niezwykłe odkrycie, wyruszymy i spotkamy inną cywilizację. Co wtedy? Leszek Błaszkiewicz: Wszystkie znaki na niebie i ziemi każą nam przypuszczać, że jeżeli już nawiążemy kontakt z obcą cywilizacją, to będą oni wredni. Bo to tylko fantastyka, niestety, jest taka entuzjastycznie nastawiona do tego tematu i w powieściach, seriach, space operach te cywilizacje są takie nam bliskie. Takie bardzo… podobne charakterologicznie do ludzi. Łukasz Białozor: I bardzo często wierzą w ideały humanitarne. Leszek Błaszkiewicz: Natomiast… taki można wyciągnąć wniosek, że będą wredni albo, co jest równie prawdopodobne, będą to obcy typu lemowskiego. Łukasz Białozor: Czyli…? Aha, mówisz o planecie myślącej? Leszek Błaszkiewicz: Nawet nie, u Lema w powieściach pojawiają się różni obcy, próby kontaktu, tak jak w Głosie Pana. Za diabła ich nie zrozumiemy, nie nawiążemy kontaktu. Łukasz Białozor: Czyli bardzo możliwe, że jeśli jest jakaś cywilizacja, to będzie zupełnie inny poziom komunikacji. Leszek Błaszkiewicz: Zupełnie inny poziom abstrakcji, zupełnie inne punkty odniesienia, tak różne od naszych, jeśli chodzi o sposób komunikacji i system odniesień, że nie damy rady, nawet korzystając z technologii i sztucznych inteligencji, skomunikować się z nimi, tak po prostu. Łukasz Białozor: Czyli zakładasz tu tak naprawdę dwa scenariusze. Jeden, że się nie dogadamy i drugi, że będą chcieli nas zniszczyć. Leszek Błaszkiewicz: Niestety. To jest przykre i tutaj właśnie te niedawno wydane u nas książki tworzące trylogię napisane przez chińskiego autora CixinLiu – Problem trzech ciał, Ciemny las, Koniec śmierci – one właśnie taki wszechświat pokazują. Pokazują tę teorię ciemnego lasu, której założeniem jest to, że wszyscy chcą zwalczyć wszystkich. Jesteśmy w ciemnym lesie bezpieczni tak długo, jak nas nie odkryją. Każdy jest sobie obcy. Nie rozpalajmy więc ogniska, nie włączajmy latarki, nie krzyczmy za głośno. Niestety, my krzyczymy. Łukasz Białozor: No właśnie, to byłoby niezgodne z ludzką naturą, my zawsze chcemy wejść głębiej, sprawdzić coś więcej, pojechać, zdobyć coś nowego. Miejmy nadzieję, że nie będzie tak źle, ale któż to wie. Leszek Błaszkiewicz: Dodam jeszcze, że dzisiaj nasza fizyka każe nam przypuszczać, obserwacje każą nam przypuszczać, że będzie potrzebna weryfikacja teorii grawitacji. Łukasz Białozor: Grawitacji? Leszek Błaszkiewicz: Teoria grawitacji ewoluuje. Od kiedy Isaac Newton sformułował swoje prawo powszechnego ciążenia, teorię grawitacji niejako poprawił Einstein, dzisiaj jednak pojawiają się nowe próby poprawiania teorii grawitacji, ale obserwacje astrofizyczne pokazują, że możemy znowu być tylko na pewnym poziomie przybliżenia. Gdy zaczynamy patrzeć dokładniej, okazuje się, że teoria, którą mamy, jest na granicy naszych możliwości i potrzebujemy czegoś lepszego. Co za tym idzie, te odkrycia, które dokonywane są w ostatnich latach przez astronomów, obserwatorów, takie jak pośrednie dowody na istnienie ciemnej materii. Może się okazać, że to jest nasze niezrozumienie praw fizyki. Tak jak kiedyś było z planetą Merkury. Mogę rozwinąć to w kilku zdaniach? Gdy odkryto Urana, okazało się, że krąży on po swojej orbicie wokół Słońca, wykazując drobne odstępstwa od równań Newtona. Stwierdzono, że najprawdopodobniej te odstępstwa związane są z faktem, że jest jeszcze jedna planeta. Wskazano, gdzie powinna być i odkryto w ten sposób planetę Neptun. Gdy odkryto fakt, że Merkury porusza się trochę inaczej, niż zakłada to teoria Newtona, wszyscy zaczęli mówić: no nie, to pewnie jest jedna planeta dodatkowa gdzieś blisko Słońca, nawet jej nie widać, nawet ją nazwano – Wulkan. Ale co się okazało? Że gdybyśmy brnęli w ten ślepy zaułek, żylibyśmy w niewiedzy, bo wystarczyło dopasować parametry orbity Merkurego do nowych równań Einsteina, nowej teorii grawitacji, która wyjaśniła to bez pomocy dodatkowych planet. Tak samo może jest teraz, nauka się cały czas rozwija i teraz wrócimy do tych obcych. Mogą być na poziomie Neandertalczyków – wtedy będzie trudno, bo nas załatwią kamlotami, jak wylądujemy, a my będziemy wielcy humaniści, Unia Europejska itd. Łukasz Białozor: Nie zapominajmy, że w NASA wszyscy astronauci to oficerowie amerykańskiej armii. Niekoniecznie byłoby tak pokojowo, jak teraz zakładamy. Leszek Błaszkiewicz: George Zamka, którego miałem okazję poznać, który dla młodszej widowni może być przykładem, jak zostać astronautą. George Zamka, astronauta polskiego pochodzenia, który dwukrotnie gościł w Polsce, raz był pilotem promu kosmicznego, a w kolejnej misji był już kapitanem, skończył studia matematyczne, politechniczne i jeszcze lotnicze studia oficerskie. Łukasz Białozor: Wychodzisz do mojego następnego pytania. Chcesz jeszcze coś dodać? Leszek Błaszkiewicz: Nie. A nie, bo chciałem jeszcze powiedzieć, że nasza cywilizacja to raptem 4-5 tysięcy lat. Jaki to jest krótki okres w skali astrofizycznej, w której planety i gwiazdy egzystują przez miliardy lat. Możemy trafić na cywilizację, która będzie jeszcze w powijakach, ale jest duże prawdopodobieństwo, że trafimy na cywilizację, która wyprzedza nas tak bardzo, że będziemy dla nich rzeczywiście mrówkami. Łukasz Białozor: Nie pamiętam kto, ale któryś z mądrych naukowców, odpowiadając na podobne pytanie, podał taki przykład, że jeśli chcemy sobie wyobrazić, co by się stało, jakby przylecieli do nas kosmici, to spójrzmy na historię Ameryki i to, co się tam stało z Indianami, jak przypłynęli Europejczycy. To jest niestety smutny przykład. Niedługo musimy kończyć, fajnie się nam rozmawia, ale chciałbym zadać pytanie, do którego sam nawiązałeś: wyobraźmy sobie młodego człowieka, którego naprawdę fascynuje to, o czym mówimy, i chciałby pomóc tej nauce, zdobywaniu wiedzy, żeby może budować z nami tę przyszłość w kosmosie. Co powinien zrobić? Powiesz mu: źle robisz, zapomnij o tym? Leszek Błaszkiewicz: Nie będzie szczęśliwa, jeśli to zobaczy, ale moja obecna na Pyrkonie córka, która dwa lata temu – za rok będzie w klasie maturalnej – zainteresowała się astronomią. Mówię do niej: co ty robisz, dziecko, spójrz na mnie. Zostań bizneswoman czy coś w tym stylu. Natomiast… to jest chwalebne, w głębi ducha się bardzo cieszę. Ona jest bardzo dobra z matematyki i fizyki. Bardzo dużo czasu poświęca na matematykę i fizykę. Bierze udział w konkursach astronomicznych, w obozach, próbuje wygrywać jakieś kolejne możliwości na zwiększanie swojej wiedzy. To jest ten początek. Interesujmy się, owszem, ale jeżeli rzeczywiście chcemy, to musimy interesować się trochę głębiej i musimy wiedzieć, że podstawą wszystkich nauk ścisłych jest matematyka i fizyka. W tym są podstawy astronomii. W tym musimy upatrywać tego swojego początku, żeby nie iść na studia jako ktoś, kto jest zupełnie zielony. Więc klasa mat-fiz to jest bardzo dobry początek. Te konkursy astronomiczne. Jest także taka inicjatywa, już od wielu, wielu lat, ja też w tym brałem udział, to nazywa się Ogólnopolskie Seminarium Astronomiczno-Astronautyczne, gdzie uczestnicy przygotowują referaty i referują. To jest naprawdę znakomita droga. Później studia. Jak ktoś pójdzie na astronomię, to niestety przekona się, że na pierwszym roku tej astronomii zbyt wiele nie będzie. Fizyka i matematyka. Łukasz Białozor: Z tego, co mówisz, w kosmosie jak na razie jest miejsce tylko dla umysłów ścisłych. Leszek Błaszkiewicz: Nie, nie. Ja mówię o badaniu kosmosu. Jakby ktoś chciał lecieć w kosmos, to musi być pilotem, musi mieć dobre zdrowie, dbać o kondycję fizyczną. To jest bardzo ważne. Łukasz Białozor: Na pewno żyjemy na tym etapie, że ciężko powiedzieć, co będzie za 30 lat, nie wiadomo, co Elon Musk czy ktoś inny wymyśli, odkryje i do czego dojdziemy. Ostatnie, króciutkie pytanie: jak ci się podoba na Pyrkonie? Leszek Błaszkiewicz: Znakomicie. Byłem w zeszłym roku i gdyby mi się nie podobało, to bym nie był teraz i nie planowałbym przyjazdu w przyszłym roku. Impreza poraża swoim rozmachem i czasami można się przez moment poczuć zagubionym, natomiast jest to absolutnie znakomity Pyrkon, w świetnym miejscu, bardzo kolorowy, taki przyjazny. To jest niezłe. Mojego dwunastoletniego syna mogę zostawić z telefonem, powiedzieć: idź sobie, pograj. Łukasz Białozor: Nie martwisz się. Leszek Błaszkiewicz: Nie martwię się, że coś się stanie, że ktoś zrobi mu krzywdę. Łukasz Białozor: To impreza dla wielu pokoleń? Leszek Błaszkiewicz: Absolutnie tak. Łukasz Białozor: Każdy coś dla siebie znajdzie. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Leszek Błaszkiewicz: Ja też dziękuję bardzo. Łukasz Białozor: Rozmawialiśmy z Leszkiem Błaszkiewiczem, astrofizykiem, nie astronomem…? Leszek Błaszkiewicz: Nie astrologiem. Łukasz Białozor: Nie astrologiem, astrofizykiem. Dziękujemy za uwagę. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z naszymi wpisami na blogu! Tagi: blok naukowy, ciekawostki, goście, pyrkon2018
\n \n co to jest objawienie kosmiczne
Objawienie publiczne obejmuje słowa, które Bóg przekazywał przez proroków, aż do objawienia się w pełni przez Jezusa i Ducha Świętego, działającego przez Apostołów. Kościół wierzy, że Objawienie (publiczne) zostało zakończone wraz ze śmiercią ostatniego z Apostołów. Wszystkie późniejsze objawienia to objawienia prywatne.
1. Co to jest objawienie naturalne czyli kosmiczne? to jest objawienie nadprzyrodzone czyli historyczne? to jest monoteizm ? to jest natchnienie etapy powstawania ksiąg biblijnych języki biblijne to jest kanon biblijny? jakich części składa się katolicki kanon pisma Św. starożytne przykłady Biblii gatunków literackich w Biblii 11. Kiedy i gdzie został spisany opis stworzenia świata (Rdz 1)? 12. Jakie wnioski wynikają z opisu stworzenia świata (Rdz 1)? 13. Jakie wnioski wynikają z opisu stworzenia człowieka (Rdz 2 ) ?
1.Co to jest objawienie Boże??? Szybko Proszę 2.o czym jest przypowieść i milosiernym ojcu???. Question from @Natti13524 - Szkoła podstawowa - Religia
1. Objawienie naturalne (kosmoczne) - stwierdzenie, że Bóg istnieje. Jest On obecny poprzez swoje dzieła. 2. Objawienie nadprzyrodzone (historyczne) - inicjatywą jest sam Bóg, który pragnie, aby człowiek poznał Jego tajemnicę i zbawczy plan. 3. Pas ziem o większej zyżności, mający kształt wielkiego półksiężyca, ciągnącego się od Egiptu poprzez Palestynę i Syrię po Monoteizm (strg. monos - ,,jedyny" + theos - ,,bóg") wiara w istnienie jednego Boga. 5. Natchnienie - zapał twórczy, wpływ wywierany na kogoś. 6. Trudno jest na to odpowiedzieć, bo Bibilia to dzieło WIELU AUTORÓW. Tylko etapy Ci wymienie, za długi by ten pkt. był: Etap I - historiaEtap II - przekaz ustny i materiały pisane Etap III - redakcja7. Języki Biblijne to: ST. NT. - Hebrajski - Grecki - Aramejski- GreckiPrzekłady Biblii:SEPTUAGINTA - Przekład z języka hebrajskiego na grecki, dokonany w II wieku przed Chrystusem. Septuaginta - oznacza siedemdziesiąt, gdyż przekładu miało dokonać 70 uczonych, którzy w 70 dni przetłumaczyli tekst aramejski i hebrajski na grekę. Bardzo interesujące rękopisy Septuaginty odkryto w XX w. Septuaginta jest do dzisiaj używana w kościołach prawosławnych jako przykład kanoniczny ( w jej skład wchodzi czasem księga nieobecna w naszych Bibliach: 3 Księga Machabejska oraz Psalm 151; dodatkowo już poza kam - bywają w niej umieszczone starożytne apokryfy: 4 Księga Machabejska, Ody i Psalmy Salomona). WULGATA - to przekład na łacinę z języka hebrajskiego (księgi protokanoniczne Starego Testamentu), aramejskiego (Księga Tobiasza i Księga Judyty) i greckiego (pozostałe księgi deuterokanoniczne, Psalmy i Nowy Testament - niektórzy historycy mówią, że część z tych ksiąg stanowiła rewizje przekładu starołacińskiego w oparciu o manuskrypty greckie). 8. Gatunki literackie:- Przypowieść- Psalm- Hymn- Listy- Apokalipsa- Kazanie- Lamentacja (tren)- Modlitwa9. Kanon Biblijny - (grec. ,,reguła postępowania") zbiór lub spis ksiąg uznanych za autentyczne i natchnione Pismo Święte (Biblię).10. Kanon Pisma Świętego:- 46 ksiąg Starego Testamentu i 27, ksiąg Nowego Testamemtu 11. Wnioski Rdz 2:- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ;) - nie wszystko co Pan Bóg stworzył nie POSLUCHAŁO GO I NIE WYPELŁNILO JEGO WOLI DOBRZE. Pierwsi ludzie zaszkodzilii tym sobie, że po prostu byli jedynie zbyt nie cierpliwii i, zbyt ciekawscy co MOGĄ otrzymać w zamian jak poznają DOBRO I ZŁO. Myśleli, że będą tacy sami jak Bóg. I to ich zgubiło. 12. Pierwsza zapowiedź zbawienna:Rozd. 3:15 I ja wprowadzę nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę i między twoje potomstwo a jej potomstwo. On rozgniecie ci głowę, a ty rozgnieciesz mu pięte. 13. Skutki grzechy pierworodego:- wygnanie z raju,- poznanie dobra i zła,- poczucie nagości,- brak możliwości powrotu do Symbolem wieży Babel jest, symbol chciwości ludckiej, ludzie budowali bardzo wysoką wieże aby dorównać Bogu.
Tym samym uznajemy, że Bóg nie ma mocy nad naszym życiem, co często maskujemy opinią, że przecież nie będzie On zajmował się takimi drobnostkami jak nasze sprawy codzienne. Dla żydów Tora to objawienie miłości Boga do nich. Nie jest ona prawem, doktryną, nakazem, lecz obietnicą pełni życia, miłości i jedności z Bogiem i
i Kosmiczne imiona dla chłopców Wyjątkowe imiona męskie Imiona dla chłopców, które nawiązują do kosmosu i gwiazd są naprawdę wyjątkowe i godne uwagi. Jeśli spodziewasz się syna i szukasz imion męskich, które brzmią fascynująco, to koniecznie sprawdź tę listę. Kosmiczne imiona dla chłopców są mało popularne, a ich znaczenie jest powiązane z niebem. Najczęściej osoby, które je noszą są pełne energii i pozytywnego nastawienia do życia. Popularne imiona dla chłopców W ostatnich latach największą popularnością cieszą się staropolskie imiona męskie. Rodzice najchętniej nadają swoim synom imiona takie jak Antoni, Stanisław, Franciszek, czy Jan. Nie brakuje również Henryków i Aleksandrów. Imiona, które były lubiane jakieś 70 lat temu, powróciły i skradły serca rodziców. Brzmią dostojnie, a ich zdrobnienia fantastycznie pasują do małych chłopców. Przyszli rodzice poszukując imienia dla swojego dziecka, często kierują się tradycją, ale bywa także, że po prostu odpowiada im znaczenie imienia. Otóż niektórzy wierzą, że do każdego imienia przypisanych jest szereg cech, które wpływają na osobowość człowieka. W sieci można znaleźć księgi z tysiącami imion i ich znaczeniem. Okazuje się, że niektóre imiona dla chłopców nawiązują do kosmosu i gwiazd. Brzmią naprawdę magicznie, a osoby, które je noszą cechuje niezwykle pozytywne nastawienie do życia. Magiczne imiona dla chłopców związane z kosmosem Zgodnie ze znaczeniem kilka imion męskich jest mocno powiązanych z kosmosem i gwiazdami. Już samo ich brzmienie wydaje się być magiczne i tajemnicze. Te imiona dla chłopców są idealne, jeśli rodzice poszukują dla swojego syna tych oryginalnych i rzadko spotykanych. Kosmiczne imiona dla chłopca: Perseusz - imię związane jest z gwiazdozbiorem Perseusza. To człowiek przebojowy, energiczny i odważny. Artur - imię pochodzenia celtyckiego, oznacza "strażnika niedźwiedzia". Arktur to nazwa gwiazdy, położonej w pobliżu Wielkiej Niedźwiedzicy. Artur jest osobą zrównoważoną i łatwo nawiązującą relację z ludźmi. Kosma - imię pochodzenia greckiego, oznaczające "ład, porządek, świat". To osoba szczera i pozytywnie nastawiona do życia. Leon, Lew - imię związane z konstelacją Lwa, która znajduje się między gwiazdozbiorami Raka i Panny. To osoba pełna pasji i radości życia. Jest inteligentna, zaradna i towarzyska. Syriusz - wywodzi się z łacińskiej nazwy Sirius, oznaczającej najjaśniejszą gwiazdę w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. To człowiek dobrze zorganizowany, ceniący spokój i rodzinę. Sonda Czy podoba ci się któreś z kosmicznych imion? Dzień Dziecka w bydgoskim Fordonie Nasi Partnerzy polecają
fE1ta.
  • o0644m5wi8.pages.dev/394
  • o0644m5wi8.pages.dev/57
  • o0644m5wi8.pages.dev/2
  • o0644m5wi8.pages.dev/305
  • o0644m5wi8.pages.dev/131
  • o0644m5wi8.pages.dev/329
  • o0644m5wi8.pages.dev/96
  • o0644m5wi8.pages.dev/69
  • o0644m5wi8.pages.dev/10
  • co to jest objawienie kosmiczne